Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
597 postów 6826 komentarzy

www.myśląca.pl

alfa.com.hel - Chcę zamieszczać rozważania biblijne, świadectwa Bożego działania i poezję...Mój status- nauczyciel na emeryturze- humanista, teolog; dobra znajomość zagadnień biblijnych i egzystencjalnego wymiaru Słowa Bożego.

JESZCZE RAZ O PRZYJAŹNI

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Wiedź rozmowę z rozumnymi, a każda przemowa twoja niech będzie o Prawie Najwyższego. Mężowie sprawiedliwi niech będą twoimi współbiesiadnikami, a w bojaźni Pańskiej niech będzie twoja radość! (Syr 9, 15- 16)

"KTO GO (PRZYJACIELA) ZNALAZŁ, SKARB ZNALAZŁ. PRZYJACIEL  WIERNY JEST BEZ CENY, A WARTOŚCI JEGO NIE SPOSÓB OKRESLIĆ" (Syr 6, 14-15)

"NIE ZAPOMNIJ W DUSZY SWEJ O PRZYJACIELU I NIE TRAĆ PAMIĘCI O NIM           WŚRÓD  BOGACTW" (Syr 37,6)

"Każdy przyjaciel mówi: «Jestem i ja twoim przyjacielem», ale zdarza się przyjaciel tylko z imienia. Czyż nie jest śmiertelną udręką, gdy towarzysz i przyjaciel zmienia się w nieprzyjaciela?
O przewrotna skłonności! Czemu zostałaś stworzona,
by okryć ziemię podstępem?" (Syr 37, 1-3)

Według możności staraj się zyskiwać życzliwość bliźnich, a naradzaj się z mądrymi! Wiedź rozmowę z rozumnymi, a każda przemowa twoja niech będzie o Prawie Najwyższego.          Mężowie sprawiedliwi niech będą twoimi współbiesiadnikami, a w bojaźni Pańskiej niech będzie twoja radość!(Syr 9,14-16)

"Natomiast z człowiekiem pobożnym podtrzymuj znajomość, a także z tym, o którym wiesz, że strzeże przykazań, którego dusza podobna do twej duszy, i kto, jeślibyś upadł, będzie współczuł tobie.
Następnie trzymaj się rady twego serca, gdyż nad nią nie masz nic godniejszego wiary.
Dusza bowiem człowieka zwykła czasem więcej objawić niż siedem czat siedzących wysoko dla wypatrywania.
A ponad to wszystko proś Najwyższego, aby po drodze prawdy kierował twoimi krokami."          (Syr 37, 12-15)

W PRZYJAŹNI :

Warto zwrócić uwagę na różnicę między słowami: łączyć a zniewalać, uspokajać a usypiać, upominać a upokarzać, patrzeć a osądzać, prowadzić a ciągnąć na siłę, pokrzepiać a zatrzymywać, kochać a zmuszać, chronić a podporządkowywać. Ileż razy człowiek nie zdaje sobie sprawy, że już nie upomina a upokarza. Należy zwrócić uwagę na te delikatności wymowy. Nie wiemy, kiedy przekraczamy granice. Przyjaźń je wyczuwa. I w tym leży moc przyjaźni. Nie ma mowy w przyjaźni o akceptacji czynów, które zniewalają i upokarzają.

Wolność przyjaźni polega na akceptacji błędów ale też na rozmowie o nich i próbie ich naprawiana, korygowania bez obawy, że przez to czar przyjaźni pryśnie. Przyjaźń to ciągła praca nad sobą samym i nad drugim człowiekiem. Bez popadania w tyranię i dyktowania warunków. Mądrość przyjaźni polega na tym, że błędy i ich naprawianie zespala ludzi.

Przyjaźń jest wspaniałym uczuciem, daje poczucie bliskości, serdeczności, bezpieczeństwa, zaufania.
Od przyjaźni oczekujemy przede wszystkim akceptacji i zrozumienia, wsparcia moralnego, możliwości wymiany poglądów, otwartości na temat swoich przeżyć i myśli. Oczekujemy też uczciwości i postępowania według pewnych zasad. Są rzeczy, które są niedozwolone, np. poniżanie, obłuda, manipulowanie, kłamstwo, oszukiwanie itp. To są podstawowe rzeczy których w przyjaźni robić nie wolno i jeśli ktoś je robi, to go automatycznie dyskwalifikuje. Pełna akceptacja w przyjaźni polega na zaakceptowaniu postępowania przyjaciela, ale z jednym wyjątkiem: działań skierowanych przeciwko nam.

Musimy komuś zaufać. Brak zaufania jest równoznaczny z nieumiejętnością słuchania Boga i człowieka. Zaufanie komuś jest otwarciem na jego propozycje i poglądy. Jest to zgoda, aby ktoś miał wpływ na nasze przeżycia.Ten, któremu ufamy, ten nam towarzyszy w drodze. Poznajemy go, a przez to on poznaje nas. Pozwalamy się poznać.

Kiedy komuś zaufam, wówczas chcę i potrafię uczyć się od niego. Uczymy się od tych, których darzymy naszym zaufaniem.

Czym jest owo uczenie się, które korzystnie wpływa na naszą DROGĘ WIARY? Jest to nabywanie umiejętności radowania się, trwania w pokoju, dążenia do niego, szukania i podejmowania tego, co będzie służyło naszemu pokojowi. Potrzeba uczyć się modlitwy, a wraz z nią nabywać umiejętności przeżywania żalu i lęku, obojętności innych na nas i gniewu, złości i przyjmowania upadków. Ten, któremu możemy zaufać "do końca" jest tym, który nie chce nad nami panować, lecz służyć nam.

TYM, KTÓREMU MOGĘ ZAUFAĆ  " DO KOŃCA" JEST MÓJ PAN -  JEZUS CHRYSTUS.
CI, KTÓRYM MOGĘ ZAUFAĆ TO MOI BRACIA I SIOSTRY W CHRYSTUSIE, MOI PRZYJACIELE.

 

                                                            

Serdecznie pozdrawiam. Helena

 

 

KOMENTARZE

  • To tak ładnie brzmi
    //Kiedy komuś zaufam, wówczas chcę i potrafię uczyć się od niego. Uczymy się od tych, których darzymy naszym zaufaniem.//

    Warto się zastanowić co jest w tym zaufaniu takiego pozytywnego. Komu i kedy zaufac
    Wpis na 10+
    Pozdrawiam
  • @Husky 20:27:35
    "Komu i kiedy zaufać?" - OTO JEST PYTANIE.
    Pozdrawiam.
  • Autorka
    Brawo, wykonałaś dużą, wyjaśniającą i porządkującą pracę w tym jakże ważnym temacie. Szczególnie ważnym właśnie teraz, gdy całe nasze życie publiczne przepełniają patologie związace z fałszywą przyjaźnią, fałszywą naturą i fałszywym pokojem, stokroć gorszym jak otwarta wojna, bo działającym od wewnątrz, powodowanym przez wrogów wewnętrznych, najgorszych przeniewierców, zdrajców i agentów naszych wrogów, którzy ukartowali sobie by nas potajemnie niszczyć.


    „Nie ma mowy w przyjaźni o akceptacji czynów, które zniewalają i upokarzają”.

    To baaardzo ważne stwierdzenie. Błędy, w tym grzechy jako świadomie i dobrowolnie wyrządzane innym (i sobie samemu też) zło ZAWSZE ZNIEWALAJĄ I UPOKARZAJĄ – zawsze skłaniają nas ku temu, byśmy je tolerowali, równouprawniali z cnotliwymi (jako budującymi nasze zdolności do sprawnego, mądrego i dalekowzrocznego działania), z czystymi i dobrymi postawami (czyli je akceptowali). Taka akceptacja zawsze prowadzi nas w życiu ku uleganiu kłamstwom i manipulacjom, nienormalnościom, niprawościom i wynaturzeniom – ku wszelkim patologiom życia osobistego i zbiorowego.


    Piszesz: „Mądrość przyjaźni polega na tym, że błędy i ich naprawianie zespala ludzi”.

    Owszem, błądzić jest rzeczą ludzką, błądzenie więc jest wspólne ludziom, ale nie można powiedzieć, że „łączy ludzi”. Jest przeciwnie – zawsze dzieli. Łączy natomiast WALKA Z BŁĘDAMI.
    Właśnie to jest cechą przyjaźni, że nie lęka się osądzać i wytykać wszelkie nasze błędy bez obawy posądzenia o jakąkolwiek interesowność czy jakiekolwiek ukryte złe zamiary.

    To samo z: „Wolność przyjaźni polega na akceptacji błędów” (ale też na rozmowie o nich i próbie ich naprawiana, korygowania bez obawy, że przez to czar przyjaźni pryśnie).

    NIE - BŁĘDÓW SIĘ NIE AKCEPTUJE, wobec błędów zawsze jest się krytycznym, surowym, błędy się zawsze osądza. Za to AKCEPTUJE SIĘ OSOBĘ DARZONĄ PRZYJAŹNIĄ. To z tej akceptacji wyrasta zgoda, jedność i wspólnota.

    Zgoda, że akceptacja czyichś (zresztą swoich też) błędów wiąże się z naszą wolnością – WIĄŻE SIĘ JEDNAK NIE JAKO WYRAZ WOLNOŚCI, ALE JAKO WYNATURZENIE WOLNOŚCI (sama wolność zawsze buduje naszą sprawiedliwość i służy naszym ludzkim wartościom wyższego od sprawiedliwości rzędu - najpierw prawości – jako dobrej stronie naszej natury, dalej naszej moralności - jako temu co prowadzi do zdrowia i bezpiecznej przyszłości, do życia, i w końcu do dojrzałego, godnego, ku pokojowi i świętości nakierowanemu człowieczeństwa.
    To swawola oraz głupota, a nie wolność, kiedy komuś lub sobie pobłażamy co do popełniania błędów.

    Przyjaźń to jeden z przejawów miłości - niektórzy nawet utożsamiają przyjaźń z miłością, podobnie jak miłosierdzie (miłość miłosierna), przebaczenie, czy życzliwość.

    O ile miłość jest łaską, to już przyjaźń darem. Dlatego też osoba obdarzona przyjaźnią krzywdzi nas tak boleśnie – bo zaufanie jej prowadzi w takim przypadku do tego, że właściwie to sami się krzywdzimy.

    Jeszcze gorzej jest z napominaniem, które też jest formą miłości – i to typową właśnie dla przyjaźni. Napominamy zawsze dla dobra osoby darzonej przyjaźnią, ale postępująca demoralizacja życia publicznego powoduje, że jesteśmy tu coraz częściej odsądzanymi od czci i wiary jako ci „osądzający”, czy „nietolerancyjni”...

    Dlatego tak warto wiedzieć „co jest co”. Dlatego tak bardzo trzeba być wiernym wobec starych przyjaźni.

    Życzliwość (forma błogosławieństwa i pochwały), to przeciwieństwo złorzeczenia (forma przekleństwa i potępienia).


    „Przyjaźń jest wspaniałym uczuciem, daje poczucie bliskości, serdeczności, bezpieczeństwa, zaufania.
    Od przyjaźni oczekujemy przede wszystkim akceptacji i zrozumienia, wsparcia moralnego, możliwości wymiany poglądów, otwartości na temat swoich przeżyć i myśli. Oczekujemy też uczciwości i postępowania według pewnych zasad. Są rzeczy, które są niedozwolone, np. poniżanie, obłuda, manipulowanie, kłamstwo, oszukiwanie itp. To są podstawowe rzeczy których w przyjaźni robić nie wolno i jeśli ktoś je robi, to go automatycznie dyskwalifikuje. Pełna akceptacja w przyjaźni polega na zaakceptowaniu postępowania przyjaciela, ale z jednym wyjątkiem: działań skierowanych przeciwko nam”.

    Jest i drugi wyjątek: działania przeciwko sobie. To nieprawda, co „prawnicy” nam wokół głoszą, że: „Chcącemu nie dzieje się krzywda”. Dzieje się.
    Cały świat nas tu oszuka i wykorzysta, a właśnie przyjaciel jest po to, żeby nas strzegł od błędów popełnianych samemu i ochoczo, przestrzegał przed złem, którego sami nie widzimy, albo już będąc zwiedzionymi (zwłaszcza w matrixie) uważamy że to dobro, a i samych siebie, nasze władze polityczne i swoje otoczenie postrzegamy jako dobrych ludzi.


    „Musimy komuś zaufać. Brak zaufania jest równoznaczny z nieumiejętnością słuchania Boga i człowieka. Zaufanie komuś jest otwarciem na jego propozycje i poglądy. Jest to zgoda, aby ktoś miał wpływ na nasze przeżycia.Ten, któremu ufamy, ten nam towarzyszy w drodze”.

    Nie, nie musimy. Mamy i w Biblii przestrogę, by „ufności nie pokładać w człowieku”. Zaufanie to sedno pojednania. Nie z każdym możemy się jednać i bratać, nie z każdym możemy sobie układać wspólną przyszłość. My jedynie mamy dążyć do tego, by samymi być ludźmi godnymi zaufania i otaczać się ludźmi godnymi zaufania. Każde przebaczenie grzechów – czy to sobie, czy bliźniemu prowadzi do odbudowy zaufania.

    Jednak nasze życie ma wymiar realny – mamy liczne ograniczenia, powołania i zobowiązania wcześniejsze, nie możemy iść zbyt szerokim frontem i rozpraszać się na licznych celach.
    Nasza sprawiedliwość to odpowiedzialność – zwłaszcza za ogół, ale nasza moralność to i konstruktywizm i gospodarność możliwie dalegowzroczna. Nie stać nas na liczne nauczki, które są typowym kosztem zawiedzionego zaufania...

    Pozdrawiam serdecznie
  • @miarka 01:53:55
    //"Piszesz: „Mądrość przyjaźni polega na tym, że błędy i ich naprawianie zespala ludzi”.

    Owszem, błądzić jest rzeczą ludzką, błądzenie więc jest wspólne ludziom, ale nie można powiedzieć, że „łączy ludzi”. Jest przeciwnie – zawsze dzieli. Łączy natomiast WALKA Z BŁĘDAMI."//
    KONTEKST:
    "Wolność przyjaźni polega na akceptacji błędów ale też na rozmowie o nich i próbie ich naprawiana, korygowania bez obawy, że przez to czar przyjaźni pryśnie. Przyjaźń to ciągła praca nad sobą samym i nad drugim człowiekiem. Bez popadania w tyranię i dyktowania warunków. Mądrość przyjaźni polega na tym, że błędy i ich naprawianie zespala ludzi."

    NAPRAWIANIE BŁĘDÓW JEST WÓWCZAS MOŻLIWE, GDY NAJPIERW ZAAKCEPTUJEMY CZŁOWIEKA Z JEGO BŁĘDAMI...
    Patrz - kontekst.

    //Nie, nie musimy. Mamy i w Biblii przestrogę, by „ufności nie pokładać w człowieku”. Zaufanie to sedno pojednania. Nie z każdym możemy się jednać i bratać, nie z każdym możemy sobie układać wspólną przyszłość. //
    Kontekst:

    „Musimy komuś zaufać. Brak zaufania jest równoznaczny z nieumiejętnością słuchania Boga i człowieka.

    Spotykam czasem ludzi, którzy nie są w stanie zaufać nikomu; bardzo biedni i skomplikowani ludzie...
  • @miarka 01:53:55
    Serdecznie pozdrawiam. Helena
  • Witaj damo, szczęście Ty nasze
    czasem bywa tak...

    http://img4.demotywatoryfb.pl//uploads/201310/1381661414_2ga68h_600.jpg

    dobrze że jesteś :)
  • @alfa.com.hel 19:25:21
    Witaj.

    Istotą mojego komentarza jest rozdzielenie sprawy błędu od sprawy człowieczeństwa w myśl zasady: "Człowieka kochać, zła nienawidzić".

    W Twojej zaś wypowiedzi, jak i odpowiedzi zauważam tendencję odwrotną: do łączenia ich.

    Tam gdzie jest zdanie dwuczłonowe, traktuję je jako dwa zdania po to żeby się nie spieszyć z uogólnieniami tam, gdzie wchodzą w rachubę różne sprawy, a więc żeby nie wchodzić w błędy logiczne.
    Weźmy pierwsze:

    „Mądrość przyjaźni polega na tym, że błędy i ich naprawianie zespala ludzi”.

    To zdanie złożone z dwóch zdań:
    1. "Błędy zespalają ludzi" (Inaczej mówiąc: "Błędy łączą ludzi").
    2. "Naprawianie błędów zespala ludzi"

    Na pierwsze odpowiadam: "Owszem, błądzić jest rzeczą ludzką, błądzenie więc jest wspólne ludziom, ale nie można powiedzieć, że „łączy ludzi”. Jest przeciwnie – zawsze dzieli".

    Natomiast na drugie odpowiadam: "Łączy natomiast WALKA Z BŁĘDAMI." - w czym jesteśmy w pełni zgodni.


    Tu też piszesz:
    "NAPRAWIANIE BŁĘDÓW JEST WÓWCZAS MOŻLIWE, GDY NAJPIERW ZAAKCEPTUJEMY CZŁOWIEKA Z JEGO BŁĘDAMI...".

    I znów zdanie złożone:
    1. "NAPRAWIANIE BŁĘDÓW JEST WÓWCZAS MOŻLIWE, GDY NAJPIERW ZAAKCEPTUJEMY CZŁOWIEKA ..."
    2. "NAPRAWIANIE BŁĘDÓW JAKIEGOŚ CZŁOWIEKA JEST WÓWCZAS MOŻLIWE, GDY ...ZAAKCEPTUJEMY TE BŁĘDY" ...

    Z pierszym się oczywiście zgadzam. W drugim jest wyraźny błąd logiczny - bo po co naprawiać te błędy, skoro je akceptujemy?

    Według mnie poprzestajemy na akceptacji człowieka - oczywiście w stanie, w jakim jest po popełnieniu tych błędów, po czym pokazujemy mu całe zło, ohydę, głupotę, nienaturalność, znieprawość, niemoralność, nieludzkość itd. tych błędów po to, aby on zaczął z tymi błędami walczyć ze wszystkich swoich sił, a tam gdzie sam nie jest w stanie, tam szukał pomocy naszej, innych ludzi i Bożej.

    BŁĘDÓW NIGDY AKCEPTOWAĆ NAM NIE WOLNO.
    Tak samo nie wolno nam przekazywać innym ludziom informacji, że mogą liczyć na akceptację ich błędów, bo to przecież byłby dowód NIEPRZYJAŹNI, DOWÓD NAMAWIANIA DO CZYNIENIA ŹLE - tam, gdzie danej osoby nie jesteśmy w stanie uchronić od złych skutków dla niego i dla innych ludzi.

    To również przekazywanie błędnej informacji o możliwości liczenia na naszą akceptację tego, a więc i brania na siebie odpowiedniej części złych skutków tego.
    Zawsze przyjdą takie sytuacje, kiedy nie będziemy w stanie tak jego jak innych i siebie samego wybronić.
    Do tego i on nie zrealizuje swoich zadań i my. - To stan ciężko patologiczny.

    Jest tu też ukryte zniesienie pojęcia zła, bo przecież błąd jest złem. Zło zaakceptowane to już co najmniej idiotyzm i budowa na fałszu, budowa, która się zawsze zawalić musi.

    A jest jeszcze gorsza sprawa - relacja tego błędu do Boga. Tu jest analogia. To również przekazywanie błędnej informacji o możliwości liczenia na Bożą akceptację tego, a więc i brania przez Niego na siebie odpowiedniej części złych skutków tego błądzenia przez tą osobę.

    Normalnie to Jezus bierze na siebie nasze winy, ale żeby z tego skorzystać, to muszą to być takie, z których się chcemy szczerze nawracać - gdy tego nie ma, a akceptujemy swoje błędy licząc na Boże przebaczenie, to popełniamy najgorszy z grzechów - grzech przeciw Duchowi Świętemu.


    "Spotykam czasem ludzi, którzy nie są w stanie zaufać nikomu; bardzo biedni i skomplikowani ludzie..."

    Owszem, tak może być. Ale też mogą to być ludzie prawdziwie roztropni, którzy obrali najlepszą z możliwych w swojej sytuacji drogę, dzięki której bronią tego, co dla nich najważniejsze, a wciąż szukają osób sobie podobnych, wyrazistych w prawdzie i swojej tożsamości, szukają osób prawdziwie godnych zaufania - budują świat, który ma przyszłość.

    Zaufanie ma sens, gdy służy budowie uczciwej jedności. Gdy ufamy z łatwowierności, słabości, albo głupoty, jesteśmy tylko frajerami - nieskomplikowanymi, ale też biednymi i wręcz proszącymi się o zniewolenie nas.
    Frajerstwu stop. Naiwności stop.

    Nie wolno się spieszyć z zaufaniem komuś - to najpierw on musi nas przekonać, że już jest prawdziwie godnym zaufania.

    Pozdrawiam.
  • @Zorion 20:19:28
    Witaj!
    Dokładnie tak się dzieje jak na tym obrazku.
    Przy poprzedniej notce zjawiła się początkująca iwona 47 i w swoim "nawiedzeniu" naubliżała mi. Oczywiście pozostało wycofanie notki, ponieważ ktoś nie zdaje sobie sprawy z tego, że niszczy czyjeś dobre imię i puszcza to w eter. Ale prawda jest taka, że od dawna jest na to przyzwolenie w ramach tzw. "wolności słowa"- nie odróżnia się wolności od chamstwa.
    Przepraszam, odeszłam nieco od moich zasad, ale chciałam ukazać powód, dla którego nie ma mnie tutaj. Człowiek ma prawo do szacunku i musi tego prawa bronić.
    Tak!- żadne czary, tylko nasza naiwność pozwala byle komu się oswoić.

    Serdecznie Cię pozdrawiam. Helena
  • @miarka 21:13:14
    Zaakceptowanie Człowieka z jego błędami nie oznacza zgody na błędy- oznacza tylko to, że chcąc komuś pomóc akceptuję Go z Jego błędami, bo tylko wówczas mogę w miłości pomagać z tych błędów wyjść.
    //a wciąż szukają osób sobie podobnych, wyrazistych w prawdzie i swojej tożsamości, szukają osób prawdziwie godnych zaufania - budują świat, który ma przyszłość.//

    CZY ZNAJDA BEZ ZAUFANIA?
    //Nie wolno się spieszyć z zaufaniem komuś - to najpierw on musi nas przekonać, że już jest prawdziwie godnym zaufania.//

    Narkoman nigdy nie jest w stanie mnie przekonać, czy mogę Mu zaufać- miałam takie przypadki np. narkomanka, która opiekowałam się przez 2 lata.
    Służba Bogu różni się od "zasad logiki"- mam nadzieje wbrew nadziei; to Bogu mam zaufać- to Bóg wskazuje Osobę i powołuje do danej służby tej Osobie. Idąc za Głosem Boga przenoszę zaufanie do Boga na zaufanie wskazanej osobie. I tu nie pomoże Ci ani logika, ani rozbiór zdań. Zupełnie dwie różne sprawy. Gdy Bóg powiedział Abrahamowi: "WYJDŹ...A JA WSKAŻĘ....", Abraham nie zastanawiał sie nad logiką czy tez budową zdań- WYSZEDŁ..
    Drogi wiary nie zrozumiesz poprzez logikę- Bóg ma swoją Pedagogikę i Logikę.
    Np. moje powołanie do nauczania było dla mnie niezrozumiałe- było tylko moje posłuszeństwo- Bóg Sam dopuścił tyle niby przypadkowych sytuacji, że "nie wiedziałam" kiedy znalazłam się na studiach, "nielogicznie" zostawiając mój poprzedni intratny zawód..
    Dopiero ucząc w szkole, po pierwszej hospitacji, gdy uczennica zapytała mnie: Jak to się stało, że Pani przyszła do szkoły- stała się nauczycielką?"- rozbłysły, niemal , przede mną wszystkie ogniwa tego misternego łańcucha i w jednej chwili zobaczyłam logikę we wszystkich wydarzeniach- BOŻĄ LOGIKĘ.
    Gdybym myślała wówczas nad każdym wydarzeniem, doszukiwała się ludzkiej logiki- nigdy nie wypełnił by się Boży plan wobec mnie.
    To na tyle. Pozdrawiam. Helena
  • @alfa.com.hel 09:49:39
    "Zaakceptowanie Człowieka z jego błędami nie oznacza zgody na błędy- oznacza tylko to, że chcąc komuś pomóc akceptuję Go z Jego błędami, bo tylko wówczas mogę w miłości pomagać z tych błędów wyjść".

    Ja wiem, co chcesz powiedzieć, ale się z tym nie zgadzam.

    Kiedy akceptujesz człowieka z jego błędami, zawsze akceptujesz jego błędy - nawet jak się oszukujesz, że chcesz z tymi błędami walczyć.
    Bo nie jesteś w stanie z nimi walczyć po dokonanej akceptacji, gdyż akceptacja znaczy zgodę. W efekcie możesz tylko wprowadzać moderacje typu "coraz mniejsze zło", ale po akceptacji już nie jesteś w stanie wydobyć "pacjenta" ze sfery zła.
    Zło, czy mniejsze, pozostaje złem, fałszem, ułudą, oszukiwaniem się, naiwnością, łatwowiernością, "ufnością pokładaną w człowieku".


    "akceptuję Go z Jego błędami, bo tylko wówczas mogę w miłości pomagać z tych błędów wyjść".

    Też się z tym nie zgadzam, bo ... to nie miłość. Miłość jest zawsze do dobra w człowieku, nigdy do zła, czy szerzej patrząc, błędu.

    Chcąc komuś pomóc nie możesz pomocy w jakikolwiek sposób wiązać z jego błędem, a z tym, co w nim jest dobre i konstruktywne, co pozostaje w ścisłym związku z doskonałością Boga.

    Błąd musi być negowany od początku do końca.
    Żadne czasowe tolerancje, żadne kompromisy moralne, żadne formy mniejszego zła.

    Powołujesz się na Boże plany - a przecież to nie norma, a wyjątkowość naszych postaw. Najpierw obowiązują nas zasady ogólne.

    Pozdrawiam serdecznie
  • @miarka 11:02:21
    Dodam jeszcze, że już zdążyłem porozmawiać ze znajomym o naszej dyskusji. Otóż on twierdzi, że my mówimy o tym samym, tylko innymi słowami.

    Czyżby?

    Czy to jest to samo, że jak przystało na dyskusję, ja trzymam się zasad ogólnych i szukam wniosków ogólnych, a Ty powołujesz się na szczególne okoliczności, w których objawia się unikalna dla danego zdarzenia wola Boża?

    Przecież do czegoś takiego trzeba mieć niezbitą pewność, że taka jest wola Boża. Przypominam - wola Boża, aby komuś błądzącemu zaufać do tego stopnia, aby go zaakceptować wraz z jego WCIĄŻ TRWAJĄCYM błędem.

    Przecież błąd trwający ZAWSZE będzie działał ku jego kontynuacji.
    Dlatego mówię NIE.
    To nie jest możliwe, żeby Bóg chciał, aby ktokolwiek trwał w błędzie, a więc i w trwającej gotowości do czynienia zła.

    Takie więc tłumaczenie sobie, że "Bóg chce, abyśmy akceptowali drugiego człowieka WRAZ Z JEGO BŁĘDEM" na pewno nie pochodzi od Boga.


    Tak i w Twoim przypadku doświadczeń z narkomanką. - Jeżeli rzeczywiście zaakceptowałaś ją z jej błędem, to rzeczywiście mogłaś wchodzić z nią w dialog i nawet "wyprowadzać ją z jej błędu". Problem, że to nie Bóg Cię tu prowadził, a i ona tą drogą nawrócić na Bożą drogę się nie mogła.
    Owszem, mogło być że się nawróciła (jeżeli się rzeczywiście nawróciła - wszak piszesz tylko o "opiekowaniu się nią"), ale jak tak, to na całkiem innej drodze, o której tu nie piszesz.


    Piszesz w związku z doświadczeniami nauczycielskimi: "... rozbłysły, niemal , przede mną wszystkie ogniwa tego misternego łańcucha i w jednej chwili zobaczyłam logikę we wszystkich wydarzeniach- BOŻĄ LOGIKĘ.
    Gdybym myślała wówczas nad każdym wydarzeniem, doszukiwała się ludzkiej logiki- nigdy nie wypełnił by się Boży plan wobec mnie".

    Coś tu mi nie gra.
    Może chodzi ci o inną mądrość - mądrość Bożą i mądrość świata, bo logika to musi być zawsze jedna.
    Co najwyżej Bóg może korygować nasze NIELOGICZNE rozumienie rzeczywistości...
    Po takiej korekcie musimy się przecież kierować to Bożą, a nam objawianą logiką - do starego sposobu rozumowania już nam wtedy wracać nie wolno, bo to by prowadziło do sprzeczności, a więc i błędów.
    Przecież logika to sam rdzeń, sam kręgosłup naszej duchowości.

    Pomyśl jeszcze nad tym.

    Pozdrawiam serdecznie.
  • @miarka 20:27:48
    Bóg mówi:
    "Moje myśli to nie wasze myśli i drogi moje, to nie wasze drogi".
    Nie mogę Ci przyznać racji ponieważ ja pisze z punktu widzenia Bożej służby, Ty natomiast poruszasz się w normach tego świata...
    Wątpisz, czy można mieć pewność co do Woli Bożej?- Tak, ja mam pewność- nie zapominaj, ze Bóg mówię, ze Duch Święty obdarza charyzmatami m. inn. darem proroctwa; Słowo Boże wyraźnie mówi, że Duch Święty przypomni i OBJAWI!
    Służąc Bogu nie polegam na swojej mądrości.. Owszem, Bóg może w jakiejś sytuacji nie podać swojej woli, wówczas kieruje sie zasadami miłości bliźniego- pochylam się nad Człowiekiem i nie pytam, czy stanie się dobry, oddaje Go Bogu...
    Zasady w Bożej służbie:
    1. Pocieszajcie, pocieszajcie mój lud - Iz. (oczywiście nie pytając- czy ty człowieku będziesz jutro dobry...
    2. Usuwajcie przeszkody na drodze mojego ludu, przygotujcie drogę Panu - Iz. I tu właśnie masz pełna akceptacje Człowieka, bez stawiania warunków- z wiara w sercu, że to co robisz wyda kiedyś plon.

    3. "A gdy przyjdzie On Duch Święty, przekona świat o grzechu i sadzie..."
    To nie do Ciebie należy przekonać- Ty masz ofiarować Miłość- i utorować drogę dla Ducha Świętego...


    "Przecież logika to sam rdzeń, sam kręgosłup naszej duchowości."
    ALE LOGIKA BOŻA; Bóg nie działa w jednej chwili- czasem cel, jaki Bóg ma dla Nas, osiąga się na przestrzeni lat...
    Ale podam Ci przykład takiego jednorazowego działania;;;
    Wy obraź sobie- późny wieczór, nagle gasną światła- ciemność...
    A ja słyszę w moim wnętrzu: WYJDŹ na ulicę.
    Widzisz tu jakąś logikę?- ludzką?
    A BOŻA LOGIKA?
    Bez chwili zastanowienia, choć nieco zdziwiona, wyszłam...
    Parę metrów dalej- usłyszałam głos młodego Człowieka- wołał o pomoc. Obok, na przystanku była grupa ludzi, a głos dobiegał spod Baszty(Świdnica ul. Muzealna)... Nikt się nie ruszył..
    I już tu widać Bożą logikę- powiedział do mnie, bo wiedział, że posłucham i wyjdę...
    Podeszłam do Baszty- młody chłopak umierał z przedawkowania narkotyków...Zawołałam o pomoc w stron przystanku. Przyszedł mężczyzna - poprosiłam, żeby wezwał pogotowie, ja tymczasem modlitwą "trzymałam " chłopca przy życiu.... Został uratowany...
    Pewno, gdybym rozważała to ludzka logiką to....To Bóg użył by innego Człowieka, zamiast mnie, bo skoro uratował chłopaka, to znaczy, że taki był Boży plan... Ja natomiast poczułabym moje oddalenie od Boga poprzez nieposłuszeństwo, a to wiąże się z cierpieniem i koniecznością przebłagania Boga...
    I TAKA LOGIKĄ KIERUJE SIĘ W SŁUŻBIE BOŻEJ- nie ma mojej logiki- wiem, ze Bóg działa logicznie i Sam mi powie, kiedy mi coś poleca, a kiedy pozostawia to "na mój rozum".
    Pozdrawiam.
  • @alfa.com.hel 23:22:33
    "Bóg mówi:
    "Moje myśli to nie wasze myśli i drogi moje, to nie wasze drogi".
    Nie mogę Ci przyznać racji ponieważ ja pisze z punktu widzenia Bożej służby, Ty natomiast poruszasz się w normach tego świata...
    Wątpisz, czy można mieć pewność co do Woli Bożej?- Tak, ja mam pewność...".

    Owszem, jak masz pewność woli Bożej i nią się kierujesz, postępujesz słusznie. Postępujesz najsłuszniej, jak to tylko możliwe, jeżeli z całym zaangażowaniem i natychmast realizujesz to, co odbierasz jako wolę Bożą.

    Tak, że w tym, co tutaj piszesz jestem w pełni zgodny.


    "Służąc Bogu nie polegam na swojej mądrości.. Owszem, Bóg może w jakiejś sytuacji nie podać swojej woli, wówczas kieruje sie zasadami miłości bliźniego- pochylam się nad Człowiekiem i nie pytam, czy stanie się dobry, oddaje Go Bogu..."

    I tutaj też jestem w pełni zgodny. Jak masz tylko możliwość okazania miłosierdzia komuś w krytycznej potrzebie (a bez szkodzenia swoim innym zobowiązaniom i powołaniom, czy bez wyraźnej woli Bożej), to go ratujesz i oddajesz Bogu. Jak w miarę posiadanych realnie sił, środków i możliwości skutecznego działania uratować go nie możesz, to też go oddajesz Bogu w swojej modlitwie ... Tu rzeczywiście jego sprawiedliwość czy prawość (w tym dobroć) znaczenia nie mają - moralność jest wartością wyższego od nich rzędu.


    "Zasady w Bożej służbie:
    1. Pocieszajcie, pocieszajcie mój lud - Iz. (oczywiście nie pytając- czy ty człowieku będziesz jutro dobry...
    2. Usuwajcie przeszkody na drodze mojego ludu, przygotujcie drogę Panu - Iz. I tu właśnie masz pełna akceptacje Człowieka, bez stawiania warunków- z wiara w sercu, że to co robisz wyda kiedyś plon.

    3. "A gdy przyjdzie On Duch Święty, przekona świat o grzechu i sadzie..."
    To nie do Ciebie należy przekonać- Ty masz ofiarować Miłość- i utorować drogę dla Ducha Świętego..."


    Słusznie. To takie zasady pod uczynki miłosierdzia.
    Widzę, że sama piszesz: "I tu właśnie masz pełna akceptacje Człowieka, bez stawiania warunków...".
    Piszesz to samo co i ja - tu nie ma nic o akceptacji błędu, w jakim trwa ten człowiek.
    Kiedy go ratujemy z poważnych opresji po prostu nie patrzymy na takie rzeczy. Jednak, kiedy już po uratowaniu go okazuje się, że on w jakimś błędzie chce trwać, to już w żadnym przypadku tego nam akceptować nie wolno - i to ani chwili.


    "ALE LOGIKA BOŻA; Bóg nie działa w jednej chwili- czasem cel, jaki Bóg ma dla Nas, osiąga się na przestrzeni lat...
    Ale podam Ci przykład takiego jednorazowego działania;;;
    Wy obraź sobie- późny wieczór, nagle gasną światła- ciemność...
    A ja słyszę w moim wnętrzu: WYJDŹ na ulicę.
    Widzisz tu jakąś logikę?- ludzką?
    A BOŻA LOGIKA?"

    Wydaje mi się, że tutaj to po prostu mamy rozbieżność rozumienia definicji logiki. W moim rozumieniu w logice w szczególności chodzi o zasady rozróżniania kategorii "jest-nie ma", "prawda-fałsz", czy określania związków przyczynowo-skutkowych.

    A logika w Twoim pytaniu? Tak, jest: w pytaniu "Jest to głos Boży, czy nie"?
    Jak jest, to logicznym jest, że trzeba iść.
    I zauważ, że kiedy trzeba było (co się później okazało), to Twoja ludzka logika była dokładnie tą samą logiką, co logika Boża.
    Odebrałaś od Boga impuls duchowy, a więc w zgodnym duchu (a jak wcześniej pisałem logika to tyle co kręgosłup duchowy).


    "... nie ma mojej logiki- wiem, ze Bóg działa logicznie i Sam mi powie, kiedy mi coś poleca, a kiedy pozostawia to "na mój rozum"."

    A może jest odwrotnie? Może to Bóg chce żebyśmy się wzmocniali w logice, żeby właściwie odczytywać Jego wolę ..., żeby bardziej używać rozumu na etapie oceniania, czy coś jest rzeczywiście Jego świętą wolą.

    Cały czas trwam w kontekście punktu spornego naszej rozmowy - czyli zdania o akceptacji człowieka "wraz z jego błędem"...
    Według mnie logiczne myślenie wyklucza prawdziwość tego zdania, a więc i związanej z tym woli "Bożej".

    Pozdrawiam serdecznie
  • @miarka 00:39:22
    Witaj
    Widzę, że zdążyłem przed Twoją odpowiedzię, to pozwolę sobie rozszerzyć swoją o nowe światło w temacie.

    Właśnie znalazłem w internecie tekst:
    http://www.nadzieja.webd.pl/rany.php
    a w nim słowa:

    „Przebaczenie, zwłaszcza w przypadku dużych krzywd, jest długotrwałym procesem, który wymaga sporej pracy nad uczuciami i kosztuje czasem wiele cierpienia. Ale za to przynosi ogromną ulgę, spokój wewnętrzny i pogodę ducha.
    Będzie nam łatwiej zaakceptować drugiego człowieka wraz z jego niedoskonałością i błędami, zawinionymi lub nie, jeśli będziemy pamiętać, że sami też często potrzebujemy cudzego przebaczenia”.

    Mamy więc tu światło, że to „akceptowanie człowieka wraz z jego błędem” trzeba widzieć w kontekście przebaczenia.

    A jak tak, to pozwolę sobie przytoczyć jescze raz swoje słowa z wcześniejszego komentarza:
    „Według mnie poprzestajemy na akceptacji człowieka - oczywiście w stanie, w jakim jest po popełnieniu tych błędów, po czym pokazujemy mu całe zło, ohydę, głupotę, nienaturalność, znieprawość, niemoralność, nieludzkość itd. tych błędów po to, aby on zaczął z tymi błędami walczyć ze wszystkich swoich sił, a tam gdzie sam nie jest w stanie, tam szukał pomocy naszej, innych ludzi i Bożej.

    BŁĘDÓW NIGDY AKCEPTOWAĆ NAM NIE WOLNO.”

    Nie wolno nam również przebaczać nikomu w trakcie krzywdzenia nas.
    Zrozumienie swojego błędu, czy grzechu, zakończenie krzywdzenia nas, rezygnacja z gróźb krzywdzenia nas, to pierwsze warunki przebaczenia.

    Sam Jezus nie przebaczał tym, którzy Go krzyżowali, tylko widząc, że nie wiedzą co czynią oddawał ich pod jurysdykcję Boga Ojca, modląc się żeby to On im wybaczył.
    Gdyby im wybaczał, byłby samobójcą, bo przebaczenie jest braniem winy na siebie – sam brałby na siebie ich grzech – stawałby się grzesznikiem.

    Zauważ, że wchodząc w błędnie rozumianą postawę przebaczenia, wchodzisz w jeszcze bardziej błędną postawę pojednania - chcesz ufać osobie niegodnej zaufania, niegodnej pokoju (tu należałoby otrzepać sandały i pójść dalej).

    Tu też przypomnę:
    „Mamy i w Biblii przestrogę, by „ufności nie pokładać w człowieku”. Zaufanie to sedno pojednania. Nie z każdym możemy się jednać i bratać, nie z każdym możemy sobie układać wspólną przyszłość. My jedynie mamy dążyć do tego, by samymi być ludźmi godnymi zaufania i otaczać się ludźmi godnymi zaufania. Każde przebaczenie grzechów – czy to sobie, czy bliźniemu prowadzi do odbudowy zaufania.”


    Ratując, nie patrzymy na winy, ani błędy (chodzi o miłosierdzie) – pisałem powyżej...


    Ale kiedy chcemy pomagać, to już musimy osądzać daną osobę – musimy patrzeć na to, czy ewentualna pomoc będzie służyła dobremu, czy złemu.

    Kiedy ktoś będzie trwał w błędzie, pomoc mu będzie oznaczała szkodzenie i jego otoczeniu i jemu samemu też, a osoba pomagająca będzie marnotrawiła siły, środki i możliwości dawania dobrych darów komuś innemu.
    Okaże się wtedy, że wolą Bożą było tu pomaganie komuś innemu.
    To jest jak z dobrym ojcem, co daje dobre dary swoim dzieciom – daje im to, czego potrzebują naprawdę, a nie to, czego by chciały.

    Warto tu zauważyć że ta postawa – dawania darów dobrych jest też istotą przyjaźni.


    Pozdrawiam serdecznie

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

ULUBIENI AUTORZY