Gorące tematy: Zostań BLOGEREM! Civitas Ordo Unia Kapitału i Pracy Smoleńsk RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
586 postów 6813 komentarzy

www.myśląca.pl

alfa.com.hel - Chcę zamieszczać rozważania biblijne, świadectwa Bożego działania i poezję...Mój status- nauczyciel na emeryturze- humanista, teolog; dobra znajomość zagadnień biblijnych i egzystencjalnego wymiaru Słowa Bożego.

GDY ZAPŁONĄŁ NAGLE ŚWIAT- Żołnierze Wyklęci..

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Gdy zapłonął nagle świat, bezdrożami szli przez śpiący las. Równym rytmem młodych serc, niespokojne dni odmierzał czas...... Tylko w polu biały krzyż nie pamięta już, Kto pod nim śpi ...

Tajne więzienie NKWD w Warszawie

Władysława Sielicka po odkryciu tajemnic więzienia 13 lat temu przyjechała do Fundacji "Willa Jasny Dom". Pokazała celę, w której siedziała oraz pokój, w którym była przesłuchiwana i bita. Dziś jest tam prywatne mieszkanie...

Właśnie minęło 13 lat, odkąd niepozorna Willa Jasny Dom w warszawskich Włochach ujawniła swoją mroczną tajemnicę. 11 listopada 2000 roku właściciele kamienicy odkryli w piwnicach wyryte na ścianach napisy. Nazwiska, daty, niepokojące świadectwa przetrzymywanych tu ludzi. Okazało się, że w tych murach mieściło się tajne więzienie NKWD. Rosjanie założyli je w styczniu 1945 roku. Trzymali w nim żołnierzy AK, działaczy podziemia niepodległościowego. Tutaj siedział generał August Emil Fieldorf "Nil", zastępca komendanta głównego Armii Krajowej. Tutaj prawdopodobnie był więziony rotmistrz Witold Pilecki...

Tajne więzienie NKWD w Warszawie

Drzwi do piwnic to te same drzwi, za którymi w celach trzymano więźniów - żołnierzy AK, działaczy niepodległościowych, konspiratorów. Przez duży wycięty otwór podawano aresztowanym posiłki

"Jezu wyratuj" wyryte na ścianie. Tajne więzienie NKWD w Warszawie

FRAGMENT Z MOJEJ KSIĄŻKI :"ŻYCIEM MALOWANE"

Kazia przyjeżdżała do mnie zwykle na kilka dni; w tym czasie wypoczywała, odsypiała wszystkie nieprzespane noce, odbudowywała w sobie poczucie bezpieczeństwa i wiary w siebie.  
Któregoś dnia wróciła do historii ze swego dzieciństwa.
Opowiadała o ucieczce z Kolonii Strzeleckiej na Wołyniu, o odnalezieniu miejsca na polskich ziemiach, o swoim rodzeństwie.
- Pozwolisz, że ja to zanotuję?- bo ja znam tą historię tylko od strony spotkania twojego i mojego taty, wiem też, że się rozstali zaraz po wojnie, a co stało się później?
- Pamiętam, jak przyjechał do nas, byliśmy już osiedleni w Jaworzynie. Tato był zamknięty w sobie, mało rozmawiał. Nie wiem czym kierował się na starsze lata, dlaczego postanowił pójść do domu starców i nie było możliwości, żeby go od tego odwieść- tam zmarł.
- A bracia, Zygmunt i Janek?

- Zygmunt mieszkał w Szwecji, ale już nie żyje. Janek nie miał szans powrotu do Polski, bo tu czekał na niego wyrok- był przecież w AK. W czasie walk na Monte Casino stracił rękę... Po wojnie zamieszkał w Anglii....
- Powiem ci szczerze, że prawdziwą powojenną historię dopiero poznaję. W domu wszyscy słuchali Wolnej Europy, ale ja w tym czasie byłam za mała, żeby mi pozwolono, później(miałam zaledwie trzynaście lat) zamieszkałam w internacie. Historia, której nas uczono w szkole, była całkiem inna, więc mam jeszcze dużo pytań i dużo spraw chciałabym zrozumieć. Na przykład, w głębi mojej duszy żyje pewne zdarzenie, które miało miejsce w pierwszych latach  mojej pracy.
Było to w Ostrowicach, w pow. Drawskim.
W naszym biurze rozpoczął pracę niejaki Władek Pilecki. Pewnego dnia byliśmy na spacerze i w trakcie rozmowy opowiadał mi, jak po wojnie przyjechał z mamą z Ukrainy do Ostrowic, gdzie wcześniej zamieszkał jego tato. W trakcie tej rozmowy zapytał:
- Słyszałaś o rtm Witoldzie Pileckim?
- Przykro mi, ale nie wiem o kim mówisz- odpowiedziałam zawstydzona swoją niewiedzą.
- To był mój wujek, a właściwie stryj, ale my mówimy- wujek... Mój wujek działał w Polskim Państwie Podziemnym, później był w Oświęcimiu, skąd udało mu się uciec, walczył w Powstaniu Warszawskim.....                                              

A w maju 1948 roku zginął ...         

- Jak to zginął?- zapytałam- przecież w czterdziestym ósmym roku nie było już wojny!
- Na tym właśnie polega dramat. Kiedyś opowiem ci o tym dokładnie, teraz jest to temat zakazany.
Nie zdążył; moja siostra, Madzia i jej mąż dostali przeniesienie służbowe do Gryfic...Ja wyjechałam z Nimi...

W roku 2012 chciałam odnaleźć Władka Pileckiego, żeby porozmawiać z Nim o historii Jego Stryja rtm Witolda Pileckiego, którą oczywiście już znałam, liczyłam jednak na to, że Władek opowie mi tą historię w inny, niepowtarzalny sposób, bo w kontekście rodzinnych wspomnień...

Tym razem ja nie zdążyłam....Władek nie żyje...Jest pochowany(prawdopodobnie) w Szczecinie....

WIECZNE ODPOCZYWANIE RACZ IM DAĆ PANIE.....

    

 Serdecznie pozdrawiam. Helena.

PRZECZYTAJ TAKŻE

KOMENTARZE

  • Dlaczego święto Żołnierzy Wyklętych obchodzone jest 1 marca?
    Z dr Agnieszką Łuczak, z Instytutu Pamięci Narodowej w Poznaniu o Żołnierzach Wyklętych i ich święcie

    Kim byli Żołnierze Wyklęci? Agnieszka Łuczak: Ludźmi, którzy w większości najpierw walczyli z okupantem niemieckim w strukturach Armii Krajowej czy podziemia narodowego, a następnie kontynuowali walkę o suwerenność Polski w zmienionych warunkach politycznych. W obliczu wkroczenia na ziemie polskie Armii Czerwonej i, ich zdaniem, nowej okupacji tym razem sowieckiej. Do tego dochodzą jeszcze uczestnicy konspiracji młodzieżowej na przełomie lat 40. i 50. XX wieku.

    Dlaczego są nazywani Wyklętymi? Agnieszka Łuczak: Powodów jest wiele. Chociażby skala prześladowań. Z powodów politycznych więziono 250 tys. osób, polegli w walce to 8,5 tysiąca osób, zamęczeni w więzieniach - ok. 20 tys., straceni na podstawie wyroków - ok. 2,5 tys. Osoby działające w antykomunistycznych organizacjach i oddziałach zbrojnych, które znalazły się w kartotekach aparatu bezpieczeństwa opatrzono etykietką "wroga ludu". Nawet ci którzy ujawnili się w kolejnych amnestiach mimo, że zrobili to dobrowolnie byli inwigilowani i szykanowani. Mieli chociażby trudności ze znalezieniem pracy czy zdobyciem wykształcenia. Tego rodzaju represje prowadzono często do lat osiemdziesiątych. Czy poświęcanie im szczególnego dnia w roku nie jest zbyteczne? Agnieszka Łuczak: Chociażby dlatego. że wciąż są ludzie, którzy nie chcą weryfikować tonu propagandy, który zapamiętali z okresu PRL. Po rozprawieniu się z podziemiem niepodległościowym ruszyła ogromna machina tworząca czarną propagandę tych żołnierzy. W książkach, komiksach i filmach przez dziesięciolecia oddziały partyzanckie nazywano bandami terrorystyczno-rabunkowymi. Co groziło za przynależność do partyzantki i udział w akcjach zbrojnych? Agnieszka Łuczak: Za próbę "obalenia przemocą ustroju" groziła kara śmierci. Ale często żołnierze powojennego podziemia byli oskarżeni o współpracę z Niemcami podczas wojny i na podstawie fałszywych zarzutów skazywani jako zdrajcy na śmierć. Tak było przykładowo z urodzonym w Kwilczu płk. Łukaszem Cieplińskim, któremu zarzucono współpracę z Niemcami i skazano na pięciokrotną karę śmierci. Dlaczego święto Żołnierzy Wyklętych obchodzone jest 1 marca? Agnieszka Łuczak: Data nawiązuje do wyroków śmierci wykonanych 1 marca 1951 roku. Wówczas w mokotowskim więzieniu zamordowano przywódców IV Zarządu Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość - Łukasza Cieplińskiego i jego najbliższych oficerów. Tworzyli oni ostatnie kierownictwo ogólnopolskiej konspiracji kontynuującej od 1945 roku dzieło Armii Krajowej.

    https://d-pt.ppstatic.pl/kadry/k/r/15/a8/a8/512f348333ecb_o,size,1068x623,q,71,h,541ebd.jpg
  • Żołnierze wyklęci - kim byli i czemu tak bała się ich PRL-owska Polska?
    Walki zbrojne w Polsce nie ustały wraz z podpisaniem kapitulacji przez hitlerowskie Niemcy. Wielu polskich żołnierzy zdawało sobie sprawę, że wkroczenie sowieckiego wojska nie wróży nic dobrego. Postanowili zostać w lasach i kontynuować walkę, aż do ostatecznego zwycięstwa. Peerelowscy pseudohistorycy nazywali ten okres "epoką walki o utrwalenie władzy ludowej". Tak naprawdę - był to czas, kiedy komuniści pozbywali się ostatnich, prawdziwych obrońców niepodległej Polski. Wielu z nich poległo z bronią w ręku, a innych więziono i poddawano okrutnym torturom. Część z nich zasiadała na ławie oskarżonych w procesach pokazowych, których wynik był z góry przesądzony- natychmiastowy wyrok śmierci.

    Przez całe lata PRL-u, żołnierzy podziemia niepodległościowego nazywano "zaplutymi karłami reakcji", a wszystkie niepodległościowe organizacje, do których należeli, określano jako "faszystowskie bandy". W latach 1945-1956, według ciągle niepełnych danych, z rąk polskich i sowieckich komunistów zginęło 8,6 tys. żołnierzy podziemia niepodległościowego, a 5 tys. skazano na karę śmierci. Dodatkowo, w obozach i więzieniach śmierć poniosło ponad 20 tysięcy "żołnierzy wyklętych". Tylko nielicznym udało się przetrwać stalinowski reżim, mimo to władza ludowa nie dawała im spokoju. Jako "reakcyjni bandyci" stale znajdowali się pod baczną obserwacją zawsze czujnych służb bezpieczeństwa.

    http://i.wp.pl/a/f/jpeg/28080/zapora425.jpeg

    Dla instalującej się władzy ludowej partyzanci stanowili poważne zagrożenie. Żołnierzy podziemia niełatwo było wykryć, a ich działalność, skupiająca się na likwidacji Sowietów i kolaborujących z nimi polskich komunistów, była znakiem sprzeciwu wobec radzieckiej okupacji. Partyzanci podziemia wierzyli w rychły wybuch III wojny światowej, który mógłby Polsce przynieść niepodległość. Jednak sfałszowane wybory z 1947 roku i bierność Zachodu wobec tego faktu, zaczęły rodzić w "leśnych szeregach" pesymizm i przekonanie o bezsensowności dalszego oporu. Ujawnianiu się partyzantów sprzyjała też ustawa amnestyjna wprowadzona w marcu 1947 roku

    http://i.wp.pl/a/f/jpeg/28080/zapluty_karzel.jpeg


    Amnestie przedstawiono jako akt dobrej woli i łaską zwycięzców nad zwyciężonymi. Aby osiągnąć pożądany sukces, zaangażowano aparat propagandy. Faktycznym celem amnestii była likwidacja zorganizowanego oporu przeciwników władzy ludowej. Obietnic amnestyjnych nie dotrzymano. Zebrana w toku przesłuchań wiedza, posłużyła do późniejszych represji wobec ujawnionych i dotarcie do osób nadal prowadzących walkę. W czasie amnestii z podziemia wyszło 53 517 osób, swoją działalność ujawniło także 23 257 osób przebywających w więzieniach. Łącznie amnestia objęła 76 774 osoby.

    http://niewiarygodne.pl/kat,1017181,title,Zolnierze-wykleci-kim-byli-i-czemu-tak-bala-sie-ich-PRL-owska-Polska,wid,14040177,wiadomosc.html?smgajticaid=61692a
  • Zdecydowanego poparcia idei Dnia Pamięci udzielał Prezydent Lech Kaczyński.
    Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych ma być wyrazem hołdu dla żołnierzy drugiej konspiracji za świadectwo męstwa, niezłomnej postawy patriotycznej i przywiązania do tradycji niepodległościowych, za krew przelaną w obronie Ojczyzny

    Lech Kaczyński

    http://www.ospn.opole.pl/files/images/anna/lech-180.jpg

    Walka o pamięć i cześć

    Wiele upłynęło czasu, nim 3 lutego 2011 roku Sejm uchwalił ustawę o ustanowieniu dnia 1 marca Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych.

    Środowiska kombatanckie, liczne organizacje patriotyczne, stowarzyszenia naukowe, przyjaciele i rodziny tych, którzy polegli w boju, zostali zamordowani w komunistycznych więzieniach lub po prostu odeszli już na wieczną wartę, od lat pukali do wielu drzwi z żądaniami, by wolna Polska oddała w końcu hołd swym najlepszym Synom. Przez lata odpowiedzią była cisza.

    W drugiej połowie pierwszej dekady XXI wieku nadzieje zaczęły się spełniać. Apele środowisk kombatanckich zaczęły zyskiwać coraz większe poparcie. Janusz Kurtyka, prezes IPN od końca roku 2005, nadał tym staraniom silny impuls i przyspieszenie.

    Między innymi 19 listopada 2008 roku podczas spotkania w Instytucie Historycznym Uniwersytetu Wrocławskiego, z udziałem wiceprezydenta Opola Arkadiusza Karbowiaka i pełnomocnika wojewody opolskiego ds. kombatantów i osób represjonowanych Bogdana Bocheńskiego, postanowiono zorganizować 1 marca 2009 roku w Opolu Dzień Żołnierza Antykomunistycznego. W liście do prezydenta Opola Ryszarda Zembaczyńskiego prezes Kurtyka napisał, że uroczystość oddania hołdu członkom zbrojnych organizacji niepodległościowych, walczących po II wojnie światowej z organami komunistycznego państwa, powinna wpisać się na stałe do kalendarza uroczystości państwowych.

    28 lutego 2009 z inicjatywy prezesa Kurtyki i Jerzego Szmida na I Walnym Zgromadzeniu Stowarzyszenia NZS 1980 podjęta została uchwała popierająca inicjatywę Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, ustanowienia dnia 1 marca dniem Żołnierzy Wyklętych.

    Data 1 marca nie jest przypadkowa. Tego dnia w 1951 w mokotowskim więzieniu komuniści strzałem w tył głowy zamordowali przywódców IV Zarządu Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość – Łukasza Cieplińskiego i jego towarzyszy walki. Tworzyli oni ostatnie kierownictwo ostatniej ogólnopolskiej konspiracji kontynuującej od 1945 roku dzieło Armii Krajowej.

    Zajęcie Polski przez Armię Czerwoną i włączenie połowy jej terytorium do ZSRS sprawiło, że dziesiątki tysięcy żołnierzy nie złożyło broni. Gotowi byli walczyć o odzyskanie niepodległości, wypełnić złożoną przysięgę.

    http://www.wykleci.ipn.gov.pl/dokumenty/zalaczniki/47/47-13997.jpg

    Powojenna konspiracja niepodległościowa była – aż do powstania Solidarności – najliczniejszą formą zorganizowanego oporu społeczeństwa polskiego wobec narzuconej władzy. W roku największej aktywności zbrojnego podziemia, 1945, działało w nim bezpośrednio 150-200 tysięcy konspiratorów, zgrupowanych w oddziałach o bardzo różnej orientacji. Dwadzieścia tysięcy z nich walczyło w oddziałach partyzanckich. Kolejnych kilkaset tysięcy stanowili ludzie zapewniający partyzantom aprowizację, wywiad, schronienie i łączność. Doliczyć trzeba jeszcze około dwudziestu tysięcy uczniów z podziemnych organizacji młodzieżowych, sprzeciwiających się komunistom. Łącznie daje to grupę ponad pół miliona ludzi tworzących społeczność Żołnierzy Wyklętych. Ostatni „leśny” żołnierz ZWZ-AK, a później WiN – Józef Franczak „Laluś” zginął w walce w październiku 1963 roku.

    http://www.wykleci.ipn.gov.pl/dokumenty/zalaczniki/47/47-13995.jpg

    Na niespełna dwa miesiące przed śmiercią w katastrofie smoleńskiej prezes Janusz Kurtyka tak mówił „Rzeczpospolitej” o motywach swojego i IPN zaangażowania w przywracanie pamięci o żołnierzach antykomunistycznego podziemia: Tradycję niepodległościową uważamy za jeden z najważniejszych elementów tożsamości naszego państwa. Poza tym czyn zbrojny i antykomunistyczna działalność w imię niepodległości po drugiej wojnie światowej funkcjonują w społecznej świadomości w stopniu niedostatecznym i często w sposób zafałszowany, co jest skutkiem konsekwentnej polityki władz PRL. Komuniści robili wszystko, by zohydzić żołnierzy niepodległej Polski oraz ich walkę… To oczywiste, że tak jak kultywujemy pamięć o Polskim Państwie Podziemnym, tak powinniśmy również pamiętać o czynie żołnierzy konspiracji antykomunistycznej. Bo to była walka o niepodległość.

    http://www.wykleci.ipn.gov.pl/dokumenty/zalaczniki/47/47-13994.jpg

    Zdecydowanego poparcia idei Dnia Pamięci udzielał Prezydent Lech Kaczyński. To on ostatecznie skierował w lutym zeszłego roku do Sejmu projekt ustawy w tej sprawie.

    Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych ma być wyrazem hołdu dla żołnierzy drugiej konspiracji za świadectwo męstwa, niezłomnej postawy patriotycznej i przywiązania do tradycji niepodległościowych, za krew przelaną w obronie Ojczyzny – brzmiało uzasadnienie projektu.

    Uchwalenie Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych jest formą uczczenia ich walki i ofiary, ale także bólu i cierpienia, jakich doznawali przez wszystkie lata PRL i ciszy po 1989 roku.

    http://www.wykleci.ipn.gov.pl
  • Czy warto pamiętać ????
    Heleno,
    mam nadzieję że ten wpis w tak ważnym dniu znajdzie uznanie w oczach administracji i dostanie odpowiednie miejsce na stronie głównej.
    Chyba że Twój dzisiejszy wpis jest niczym w porównaniu z tym gdzie mamy kupować gaz czy tym co się dzieje w....Donbasie czy Syrii
    Mimo wszystko ci co czują się w tym dniu patriotami związanymi z pamięcią o tych wspaniałych żołnierzach zechcą tu zajrzeć.
    Pozdrawiam 5+
  • @Zbójnicki pies 09:02:56 przytoczyłeś słowa Agnieszki Łuczak: Za próbę "obalenia przemocą ustroju" groziła kara śmierci."
    Czy teraz byłoby inaczej, gdyby nie unijny zakaz kary śmierci ?

    "art. 127 § 2. kodeksu karnego stanowi o tym, że "kto, mając na celu pozbawienie niepodległości, oderwanie części obszaru lub zmianę przemocą konstytucyjnego ustroju Rzeczypospolitej Polskiej, podejmuje w porozumieniu z innymi osobami działalność zmierzającą bezpośrednio do urzeczywistnienia tego celu, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 10, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolności. "

    Naprawdę szkoda młodzieży, która ryzykowała zdrowiem i życiem ...
    za pretensje urzędników do pobierania podatków.
    Czy warte było ich cierpienie w walce,
    gdzie będą szły daniny - do Moskwy czy Waszyngtonu?

    Tzw.III RP jest prostą konsumpcją PRL-u...., wypadałoby jednak zrezygnować z owoców oprawców , jeżeli czci się ofiary ???


    A jak dzisiaj ma młodzież polska realizować postulowane wzory patriotyzmu ?
    Z KOD-em przeciw PiS-owi?
    A może podpalać Urzędy Skarbowe łupiące rodaków?
    Sądownictwo też mogłoby się znaleźć na celowniku, gdy ogląda się audycje typu "Państwo w Państwie"....

    Jeżeli zastanowimy się nad implikacjami Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych, to otwieramy skrzynię z męczeństwem wszystkich tych, którzy walczyli z państwowościami polskimi...
    Jak daleko w przeszłość ? Czas nie będzie miał tu znaczenia...
    Będzie się liczyła jedynie skuteczność polityczna inicjatorów...

    Co będzie , gdy do władzy dojdzie Ruch Wolnej Polski ? :

    """...
    Przed Świętem Żołnierzy Wyklętych, którzy byli ostatnią wielką,
    zbrojną armią podziemną Wolnej Polski po 1945 roku, pamiętajmy,
    że Ruch Wolnej Polski nigdy nie złożył i nigdy nie złoży broni,
    a w jego skład wchodzi o wiele większa armia – Armia Żołnierzy Bezimiennych.

    Ruch Wolnej Polski nie składa broni nigdy, bo takie pojęcie,
    jak poddanie się, dla Wolnych Polaków, dla Wolnych Ludzi,
    po prostu nie istnieje.
    Ten Ruch potężny przetrwał Krucjaty Antysłowiańskie (800- 966-1230) w Polsce Piastowskiej, Kontrreformację (1550-1750) w I Rzeczpospolitej, przetrwał okres Zaborów Polski (1791-1918), katastrofalny okres II Wojny Światowej (1939 – 1945), przetrwał w oporze okres Sowieckiej Niewoli zwany PRL (1945 – 1989) i czas tzw III RP (1989 – 2015) pod rządami postkomunistycznej agentury i obozu zdrady narodowej.

    Pamiętajmy, że Żołnierze Bezimienni Wolnej Polski nie nosili mundurów i są do dzisiaj zupełnie anonimowymi bohaterami. Z niezrozumiałych dla Wolnych Ludzi i Ruchu Wolnej Polski powodów państwo pod rządami prowatykańskiego PISu nie czci ich pamięci na równi z Żołnierzami Wyklętymi....""" https://bialczynski.wordpress.com/2016/02/28/1-marca-swieto-zolnierzy-wykletych/
  • @Zbójnicki pies 09:25:06
    //mam nadzieję że ten wpis w tak ważnym dniu znajdzie uznanie w oczach administracji i dostanie odpowiednie miejsce na stronie głównej.
    Chyba że Twój dzisiejszy wpis jest niczym w porównaniu z tym gdzie mamy kupować gaz czy tym co się dzieje w....Donbasie czy Syrii
    Mimo wszystko ci co czują się w tym dniu patriotami związanymi z pamięcią o tych wspaniałych żołnierzach zechcą tu zajrzeć.//
    TEŻ MAM TAKĄ NADZIEJĘ, bo tego domaga się PAMIĘĆ- wróciłam z miasta i dopiero otworzyłam laptop. Dalsze komentarze nieco później.
    Serdecznie pozdrawiam. Helena
  • @Zbójnicki pies 09:02:56
    //Osoby działające w antykomunistycznych organizacjach i oddziałach zbrojnych, które znalazły się w kartotekach aparatu bezpieczeństwa opatrzono etykietką "wroga ludu".// Jednych mordowano, innych - w tym Mojego śp. Tatę- przesiedlono w leśne głusze, bez szansy na jakieś znośne życie..
    Jako były dowódca Oddz. Partyzanckiego miał w swoim Oddziale Młodzież z Wici:
    "Idziemy jak pęd przeznaczenia,
    Głos ziemi pobudkę nam gra.
    Idziemy na rozkaz sumienia,
    Żelazne kompanie BCh!„"
    Lata okupacji hitlerowskiej stały się sprawdzianem patriotyzmu i zdolności organizacyjnych pokolenia „wiciarzy”. Łączyli dwa atrybuty – żołnierza i działacza polityka, przenosząc do organizacji konspiracyjnej wszystkie doświadczenia zdobyte w okresie międzywojennym. Powołane w połowie 1940 r. decyzją Centralnego Kierownictwa Ruchu Ludowego Bataliony Chłopskie stanowiły swojego rodzaju fenomen nie tylko w ponad stuletniej działalności politycznego ruchu ludowego i wiciowego, lecz również w dziejach narodu polskiego. Utworzone przez chłopów i przez nich w okresie całej okupacji dowodzone, dały dowód głębokiego patriotyzmu rzesz chłopskich...
    Utworzenie własnej siły zbrojnej było bez wątpienia wielkim osiągnięciem myśli politycznej i zdolności organizacyjnych konspiracyjnego ruchu ludowego, a ukształtowana przezeń struktura wojskowa okazała się jedną z najbardziej trwałych i rozwijających się dynamicznie organizacji ruchu oporu.


    W strukturze organizacyjnej ruchu ludowego Bataliony Chłopskie zajmowały szczególną pozycję. Powołane do określonych zadań wojskowych i polityczno-wychowawczych stały się jego głównym trzonem, a zarazem jego przednią strażą. Stworzyły też wsi, a zwłaszcza młodzieży wiejskiej szansę zaspokojenia swoich patriotycznych i klasowych dążeń. Przede wszystkim jednak broniły wsi, walczyły o niepodległość kraju i jego ludowy kształt.
    Koncepcja BCh walki z okupantem była realistyczna: nie formułując celów na wyrost, starała się dostosować formy walki do specyfiki życia w środowisku wiejskim i tak prowadzić działania, by jak najmniej narażać ludność na barbarzyńskie represje okupanta. Główną osią walki BCh było przeciwdziałanie eksterminacji biologicznej oraz eksploatacji gospodarczej wsi. Taki też cel miała również walka BCh w obronie Zamojszczyzny.
    W okresie okupacji formacje BCh przeprowadziły ok. 6 tys, różnorodnych akcji bojowych, co stanowiło piątą część wszystkich działań antyniemieckich przeprowadzonych na ziemiach polskich, stawiając BCh w czołówce organizacji zbrojnych polskiego ruchu oporu.
    Komendantem głównym Batalionów Chłopskich był „wiciarz” – gen. dyw. Franciszek Kamiński. Był działaczem niezłomnych, uosobieniem najlepszych nieprzemijających wartości ruchu ludowego, te które chciało pielęgnować młode pokolenie wsi polskiej.
    Podobnie wiciarki, zrzeszone w tajnych komórkach współdziałającego z Batalionami Chłopskimi Ludowego Związku Kobiet, pełniły odpowiedzialne funkcje łączniczek, sanitariuszek i kolporterek podziemnej prasy.
    W czasie okupacji nastąpiła największa percepcja wiciowej ideologii. W szeregach „Rocha” i BCh myśl polityczna ruchu ludowego została wzbogacona i pogłębiona.

    Zaraz po wojnie, oficjalnie rozwiązano "Wici"- ZMW 1946: Koniec marzeń… w styczniu 1947 powołano Krajowy Komitet Demokratyzacji Wici, dążący do podporządkowania Związku Polskiej Partii Robotniczej i Polskiemu Stronnictwu Ludowemu. Zwolennikom Komitetu udało się przejąć władzę, uchwalić deklarację potępiającą agraryzm i oprzeć nowy program Związku na zasadach marksistowskich.
    Już w roku 1945 ZMW RP „Wici” reprezentował znaczną jak na owe czasy siłę – zrzeszał w swych szeregach około pół miliona członków.
    Chociaż Związek stronił od zaangażowania politycznego, został wciągnięty w wir ówczesnych wydarzeń. Wśród działaczy wiciowych ścierały się różne poglądy na temat koncepcji powojennej odbudowy i przebudowy Polski. W wyniku błędnych decyzji politycznych i nacisków administracyjnych przeprowadzono proces „demokratyzacji >Wici
  • @Zbójnicki pies 09:02:56
    //W książkach, komiksach i filmach przez dziesięciolecia oddziały partyzanckie nazywano bandami terrorystyczno-rabunkowymi. Co groziło za przynależność do partyzantki i udział w akcjach zbrojnych? Agnieszka Łuczak: Za próbę "obalenia przemocą ustroju" groziła kara śmierci.//
    JAKO PRZEDWOJENNY WOJSKOWY, PÓŹNIEJ PARTYZANT, ZARAZ PO WOJNIE SKAZANY NA ŚMIERĆ - był więziony w więzieniu kieleckim- cudem uratowany od wyroku....PÓŹNIEJ "wrzucony " w lasy..
  • @Zbójnicki pies 09:15:19
    DZIĘKI ZA LINK.
  • @
    https://www.youtube.com/watch?v=fgszHqsnpcw
  • @
    https://www.youtube.com/watch?v=g7tiLod6DJQ
  • @
    https://www.youtube.com/watch?v=yTTPy5S-rsc&feature=iv&src_vid=g7tiLod6DJQ&annotation_id=annotation_861799
  • @
    A TO CI, CO POSTANOWILI MILCZEĆ;
    "....ŻE SIŁA PODŁYCH NIE JEST PRAWEM
    ŻE TO BLUŹNIERSTWO, ŻE TO BŁĄD..."

    https://www.youtube.com/watch?v=V9nTMs6QeUs
  • @Zbójnicki pies 09:25:06
    //Heleno,
    mam nadzieję że ten wpis w tak ważnym dniu znajdzie uznanie w oczach administracji i dostanie odpowiednie miejsce na stronie głównej.//

    Niestety, króluje tu szowinistyczne lobby patriarchalne. Szkoda, bo dobry artykuł (piszę to jako miłośnik historii. 5*)
  • @reflexión 18:41:18
    Gdyby był to wpis o przelanym "możu" krwi sowieckich żołdaków w walce z żołnierzami wyklętymi to kto wie,kto wie
    A zreszta i tak jest dobrze 8-))))))
  • Premier: obowiązkiem naszym jest przywracać pamięć o Żołnierzach Wyklętych
    http://www.pap.pl/Data/Thumbs/tpodsiedzik/2016-03-01/MTA4MHg0NjMhY3JvcHwzNzl4NTZ4NDQwM3gxODg3,16301012.jpg

    Obowiązkiem naszym jest byśmy przywracali pamięć, przekazywali kolejnym pokoleniom prawdę o niezłomnych żołnierzach, których najwyższą wartością była ojczyzna - mówiła we wtorek premier Beata Szydło podczas spotkania z czterema oficerami, Żołnierzami Wyklętymi.
    Premier z okazji Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych spotkała się w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów z por. Henrykiem Władysławem Atemborskim pseud. Pancerny, mjr. Zygmuntem Boczkowskim pseud. "Karmin", płk. Józefem Bandzo pseud. Jastrząb oraz płk. Leszkiem Andrzejem Mroczkowskim pseud. "Andrzej". Poinformowała, że zdecydowała o przyznaniu im specjalnych rent.

    "Wiem, że to jest bardzo niewiele, że powinni być wynagrodzeni naprawdę w sposób wielki, ale chociaż w ten symboliczny sposób polski rząd chce podkreślić nasz ogromny szacunek, naszą wdzięczność" - powiedziała. Zaznaczyła, że celem rządu jest również to, by młode pokolenia "uczyły się tych wartości, które oni (Żołnierze Wyklęci - PAP) przez całe życie, swoją postawą nieśli ze sobą". "Cześć i chwała bohaterom, cześć żołnierzom wyklętym" - powiedziała.

    Premier podkreśliła, że to, iż może gościć oficerów w siedzibie Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, polskiego rządu, rządu RP, wolnej Rzeczpospolitej, jest dla niej ogromnym zaszczytem. "Udowodnili i pokazali nam wszystkim, że słowa Bóg, Honor i Ojczyzna, w praktyce oznaczają trwać do końca, zachować się przyzwoicie w sytuacjach najtrudniejszych, być zawsze gotowym oddać życie za ojczyznę, wtedy kiedy ojczyzna tego potrzebuje, trwać do końca, wierzyć w wartości i nie ulec" - podkreśliła.

    "Prezydent Lech Kaczyński wpisał dzień pamięci Żołnierzy Wyklętych do kalendarza świąt państwowych"

    Dodała, że święto Żołnierzy Wyklętych może być obchodzone dzięki Lechowi Kaczyńskiemu. "Prezydent Lech Kaczyński wpisał dzień pamięci Żołnierzy Wyklętych do kalendarza świąt państwowych, wpisał go do kalendarza, ale przede wszystkim przywrócił go pamięci Polaków, Polski i pamięci świata" - podkreśliła premier Szydło.

    W Warszawie odbywają się we wtorek główne obchody Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych. W Pałacu Prezydenckim zaplanowano uroczystość dekoracji orderami państwowymi i wręczenia nominacji generalskich przez prezydenta Andrzeja Dudę.

    Kompania Reprezentacyjna WP i grupy rekonstrukcyjne przejdą przed Grób Nieznanego Żołnierza, gdzie zostaną złożone wieńce. W południe odbędzie się uroczystość przed Panteonem Żołnierzy Wyklętych na "Łączce" na Wojskowych Powązkach; po południu - przed tablicą pamiątkową na b. Areszcie Śledczym Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego przy ul. Rakowieckiej, a także m.in. przed tablicą pamiątkową i kamieniem "Anody".

    Centralne uroczystości odbędą się późnym popołudniem przed Grobem Nieznanego Żołnierza

    Centralne uroczystości, podczas których zaplanowano wystąpienia i apel poległych, odbędą się późnym popołudniem przed Grobem Nieznanego Żołnierza. Po przemarszu do Archikatedry św. Jana odbędzie się koncert okolicznościowy i msza św. w intencji Żołnierzy Wyklętych.

    O godz. 20 rozpocznie się Marsz Pamięci Żołnierzy Wyklętych, który ruszy sprzed Pomnika Romana Dmowskiego na pl. na Rozdrożu i przejdzie pod bramę więzienia przy ul. Rakowieckiej.
    (PAP)
  • Prezydent: Żołnierze Wyklęci - przykład wierności zasadom i przysiędze
    Żołnierze Wyklęci powinni być przykładem tego, jak wygląda wierność zasadom, przysiędze i wszystkiemu, co rzeczywiście ważne - mówił prezydent Andrzej Duda we wtorek na spotkaniu z młodzieżą licealną.
    Prezydent z okazji Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych wziął we wtorek w Pałacu Prezydenckim udział w lekcji historii z młodzieżą licealną ze szkół im. rtm. Witolda Pileckiego.

    "Żołnierze Wyklęci dla was przede wszystkim powinni być bohaterami, powinni być przykładem tego, jak wygląda prawdziwa postawa, obrona swojej ojczyzny, wierność zasadom, przysiędze i tego wszystkiemu, co jest rzeczywiście ważne i czego nigdy nie wolno sobie odebrać, wobec czego nigdy nie wolno się dać zaprzedać" - mówił Duda.

    Prezydent powiedział, że zazdrości licealistom, iż uczęszczają do szkół im. rotmistrza Pileckiego. "Patrzę na was i wspominam swoje dzieciństwo i młodość, trochę wam zazdroszczę, że chodzicie do szkół im. Pileckiego. To, co przez wiele lat mojego dzieciństwa i wczesnej młodości było głęboko skrywane, zadeptywane, zakłamywane, o tym dzisiaj można głośno mówić i trzeba o tym głośno mówić" - podkreślił.

    Jak dodał, trzeba koniecznie mówić o tym, "kto był prawdziwym bohaterem, a kto był katem i zdrajcą".

    Zdaniem prezydenta, gdyby rtm. Pilecki był bohaterem Stanów Zjednoczonych, "pewnie 100 filmów amerykańskich uczyniłoby z niego bohatera znanego absolutnie na całym świecie". "Są państwa, które potrafią czcić swoich bohaterów, to wielkie zadanie, które jest przed nami, aby w Polsce też powstały filmy, które uczynią z rtm. Pileckiego postać o formacie ogólnoświatowym" - podkreślił.

    Rotmistrz Pilecki dał swoim życiem świadectwo prawdzie i wartościom

    Jak ocenił, rtm. Pilecki umiał "całym swoim życiem dawać świadectwo prawdzie i wartościom, w które wierzył i w których był wychowany".

    Duda wspominał, że w gdy miał 6-8 lat oglądał w telewizji serial o chłopcach z małego miasteczka, którzy przyjaźnili się z lokalnymi milicjantami.

    "Był taki odcinek, że doszło do strzelaniny w miasteczku, bo jacyś bandyci chcieli ukraść skarb, który gdzieś został schowany, pamiętam widok bandyty wyprowadzonego przez zwycięskich policjantów (...) ten moment oglądał ze mną mój tata i musiałem coś powiedzieć o tych chłopcach, bandytach i dzielnych milicjantach, bo (gdy) tata tak siadł koło mnie i powiedział, że to nie byli bandyci, ja byłem zszokowany" - powiedział prezydenta. Jak dodał, ojciec wyjaśnił mu, że to byli partyzanci, którzy nie zgadzali się z tym, że do Polski przyszli Rosjanie i Polska znalazła się pod wpływem rosyjskim.

    Prezydent powiedział, że to rodzice przekazywali mu prawdę o Żołnierzach Wyklętych. Jak dodał, potem tej prawdy dowiadywał się w harcerstwie.

    "Prawda dla nas wyzierała spod ziemi, prawda, o której na szczęście dzisiaj nie tylko możemy mówić i powinniśmy mówić, ale prawda, która na szczęście została już także mocno utrwalona instytucjonalnie, chociażby poprzez Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych, który zawdzięczamy prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu, jego inicjatywie ustawodawczej, wieloletnim wysiłkom w sferze instytucjonalnej, żeby oddać honor polskim bohaterom" - powiedział Duda.

    Prezydent apelował też do młodych ludzi, aby spotykali się z bohaterami i rodzinami bohaterów m.in. Powstania Warszawskiego, wojny obronnej 1939 roku i podziemia antykomunistycznego - ludźmi, którzy nigdy się nie poddali, zawsze walczyli o wolną Polskę do samego końca.

    Witold Pilecki to rotmistrz kawalerii Wojska Polskiego, współzałożyciel Tajnej Armii Polskiej, żołnierz Armii Krajowej, dobrowolny więzień i organizator ruchu oporu w KL Auschwitz. Autor raportów o Holokauście, tzw. Raportów Pileckiego. Dzięki jego działalności świat dowiedział się o zbrodniach niemieckich. W 1948 roku skazany na karę śmierci przez władze komunistyczne PRL. Pośmiertnie odznaczony Orderem Orła Białego oraz awansowany do stopnia pułkownika.
    (PAP)
  • Awanse generalskie z okazji dnia pamięci o Żołnierzach Wyklętych
    Żołnierze antykomunistycznego podziemia stali po stronie wolnej Polski i nigdy się nie poddali - powiedział we wtorek prezydent Andrzej Duda. Wyraził nadzieję, że Żołnierze Wyklęci staną się "wielkim fundamentem silnej, suwerennej, niepodległej Polski".
    Podczas uroczystości w Pałacu Prezydenckim Andrzej Duda wręczył trzy nominacje generalskie w tym m.in. na gen. brygady pozostającemu w stanie spoczynku Janowi Podhorskiemu ps. Zygzak, Marciniak. Były to pierwsze nominacje generalskie wręczone za prezydentury Andrzeja Dudy; po raz pierwszy też generałów mianowano w Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Prezydent wręczył również dziewięć pośmiertnych nominacji oficerskich oraz ponad 30 odznaczeń państwowych.

    Obchodzony 1 marca Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych prezydent Duda nazwał "wielkim świętem". "Mogę mówić dzisiaj o wielkiej dumie, jaką jest możliwość kontynuowania drogi, opowiadania i honorowania prawdziwej polskiej historii i prawdziwych bohaterów, drogi, którą wytyczył pan prezydent profesor Lech Kaczyński działalnością w przestrzeni polityki historycznej całego swojego życia " - mówił Duda.

    Przypomniał, że ustanowienie Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych było inicjatywą prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Dodał, że odtworzenie pamięci o żołnierzach wyklętych to także wielkie dzieło młodych ludzi z Ligi Republikańskiej i innych organizacji, którzy od początku lat 90. upominali się o - jak mówił - prawdziwych polskich bohaterów. Podkreślił też zasługi w przestrzeni badań historycznych b. prezesa IPN Janusza Kurtyki.

    Prezydent powiedział, że święto jest oficjalnie obchodzone od kilku lat, ale "po raz pierwszy ma ono charakter prawdziwie wspólny, wspólnotowy". "Nie ma dziś odrębnych obchodów państwowych i społecznych. Są obchody wspólne" - zaznaczył.

    Duda podkreślał łączność dzisiejszego Wojska Polskiego z armią podziemia antykomunistycznego. "Żołnierze niezłomni, żołnierze wyklęci byli żołnierzami państwa polskiego. I niech to, że dzisiaj prezydent RP wręcza także nominacje generalskie żołnierzom Wojska Polskiego w czynnej służbie, świadczy o tym, że to jest jedna polska armia: ta, która walczyła o prawdziwą wolność i niepodległość RP i ta dzisiejsza" - mówił. Dodał, że to żołnierze wyklęci nieśli w swoich sercach wolność i niepodległość, często aż do bezimiennego grobu.

    http://www.pap.pl/Data/Thumbs/_plugins/information/478113/MTA4MHg0NjMhY3JvcHwzOTh4NDZ4MjM1OXgxMDEx,21661501_21661490.jpg

    Awanse i odznaczenia dla żołnierzy antykomunistycznego podziemia

    Prezydent gratulował nominacji generalskich. Na stopień generała brygady nominowani zostali, obok niepodlegającego obowiązkowi służby wojskowej płk Jana Podhorskiego, także zastępca dowódcy Wielonarodowego Korpusu Północ-Wschód w Szczecinie płk Krzysztof Król oraz dyrektor Departamentu Zwierzchnictwa nad Siłami Zbrojnymi w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego płk Jarosław Kraszewski.

    Awansowano i odznaczono kilkunastu żołnierzy antykomunistycznego podziemia. Pośmiertnie awans oficerski otrzymali skazani na karę śmierci: szer. Bolesław Budelewski, szer. Zygfryd Kuliński, sierż. Józef Łukaszewicz, plut. pchor. Roman Henryk Pawłowski, st. sierż. Adam Gajdek, szer. Karol Rakoczy, szer. Bolesław Częścik, szer. Marian Kaczmarek, szer. Stanisław Kutryb.

    W Narodowym Dniu Pamięci Żołnierzy Wyklętych prezydent odznaczył w sumie ponad 30 osób. Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski pośmiertnie odznaczono Tadeusza Danilewicza, Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski pośmiertnie Władysława Zarzyckiego.

    O żołnierzach wyklętych prezydent powiedział, że "do końca stali po stronie wolnej Polski i nigdy do samego końca się nie poddali". "Za to w tamtych czasach czekała śmierć, a w najlepszym przypadku katownia, więzienie, cierpienie i ból" - mówił.

    Prezydent dziękował także rodzinom żołnierzy wyklętych

    Dziękował także rodzinom żołnierzy wyklętych. "Cierpieliście państwo bardzo często prześladowania, odbierano wam życiowe szanse, bo ojciec, syn, wujek, brat był tym, który się nie ugiął" - zwrócił się do rodzin prezydent.

    Stwierdził, że żołnierze wyklęci to "otwarta księga" naszej przyszłości. Według prezydenta żołnierze antykomunistycznego podziemia są wzorem postawy, niezłomności dla młodych ludzi, jak nie zaprzeć się ideałów.

    Duda dziękował także uhonorowanym za pracę na rzecz pamięci o żołnierzach wyklętych. Powiedział, że zaczyna się i "nabiera tempa" proces budowy instytucji kultury pokazujących prawdziwą historię Polski. Wyraził nadzieję, że żołnierze wyklęci staną się "wielkim i pięknym fundamentem silnej, suwerennej, niepodległej Polski".

    Prezydent mówił, że chciałby, aby nie było zakłamania w polskiej historii i tego, czym karmione były pokolenia od połowy lat czterdziestych do osiemdziesiątych, a czasem i później. "Wierzę w to głęboko, że ten czarny czas jest już za nami. I że dzisiaj jasna, pogodna i suwerenna Polska, niosąc na sztandarach swoich niezłomnych, ludzi niezłomnych, idzie po właściwej drodze" - podkreślił prezydent. "Cześć i chwała bohaterom. Wieczna chwała poległym" - zakończył przemówienie prezydent.

    W uroczystości w Pałacu Prezydenckim wzięli udział m.in. marszałek Sejmu Marek Kuchciński, marszałek Senatu Stanisław Karczewski, minister obrony narodowej Antoni Macierewicz, szef Sztabu Generalnego WP gen. Mieczysław Gocuł, biskup polowy WP gen. bryg. Józef Guzdek.
    (PAP)
  • ŻOŁNIERZE WYKLĘCI Ostatnie Polskie Powstanie
    Początek zbrojnego oporu przeciwko sowietyzacji Polski rozpoczął się jeszcze w roku 1943 na Kresach Wschodnich RP, kiedy to oddziały AK, szczególnie w Okręgu Nowogródzkim, prócz działań antyniemieckich, toczyły regularną wojnę z sowieckimi oddziałami partyzanckimi, których działalność od początku była przedłużeniem polityki organów bezpieczeństwa ZSRS, przygotowujących te tereny do ponownej okupacji i w efekcie trwałej ich aneksji. Mimo uzasadnionych obaw co do postawy „sojusznika naszych sojuszników”, zgodnie z rozkazem Naczelnego Wodza, oddziały AK w połowie 1944 r. przystąpiły do akcji „Burza”, wspierając w walce z Niemcami Armię Czerwoną. Po zakończeniu działań wojennych na Kresach dla wszystkich stało się jasne, że wkraczający ponownie na nasze ziemie Sowieci nie niosą Polakom wyzwolenia ani pokoju, lecz nową okupację. Po początkowym współdziałaniu z oddziałami AK, bolszewicy rozpętali przeciwko jej żołnierzom orgię prześladowań. Polskie formacje partyzanckie zostały otoczone przez oddziały NKWD, rozbrojone, a tysiące żołnierzy (ponad 6 tys. z samej tylko Wileńszczyzny) zesłano do obozów w głębi ZSRS, skazano na wieloletnie więzienie, a nawet rozstrzeliwano na miejscu. W tej sytuacji oddziały, którym udało się uniknąć rozbrojenia bądź rozbicia zostały rozformowane, a ich żołnierze podjęli próby przedarcia się na tereny położone w granicach dzisiejszej Polski. Część kresowych dowódców i żołnierzy AK, w tym najsłynniejsi - mjr Maciej Kalenkiewicz „Kotwicz”, por. Jan Borysewicz „Krysia”, ppor. Czesław Zajączkowski „Ragner” - postanowiła jednak pozostać za kordonem i walczyć do końca o niepodległość swoich rodzinnych stron. Ostatni z nich trwali z bronią w ręku jeszcze w połowie lat 50.


    http://podziemiezbrojne.blox.pl/resource/Ragner.jpg
    Ppor. Czesław Zajączkowski "Ragner". Jesienią 1944 r. dowodzone przez ppor. „Ragnera” siły partyzanckie i konspiracyjne Zgrupowania „Południe” AK były najpoważniejszym przeciwnikiem Sowietów na Nowogródczyźnie. Według raportów sowieckich miały one przeprowadzić 86 „aktów terrorystycznych”, 6 dywersji i 24 „inne napady zbrojne”. Ppor. Zajączkowski nazywany był przez Sowietów "cziort w oczkach" [чёрт в очках - diabeł w okularach]. 3 grudnia 1944 r. koło chutoru Jeremicze trzy pierścienie żołnierzy NKWD otoczyły jego niespełna 30-osobowy oddział. Jednostki sowieckie uzbrojone były w 3 czołgi, 8 ciężkich karabinów maszynowych, 58 ręcznych karabinów maszynowych, 100 automatów, 140 rewolwerów i 1110 karabinów. Transport zabezpieczało 25 samochodów. W walce zginęło 7 partyzantów, w tym dowódca.


    Po przekroczeniu Bugu i Sanu, działania sowieckie były analogiczne do tych na Kresach. Nastąpiły masowe aresztowania działaczy politycznych i wyższych dowódców AK oraz podstępnie rozbrajanych żołnierzy, których osadzano m.in. w byłym niemieckim obozie koncentracyjnym na Majdanku, przekształconym w obóz filtracyjny NKWD, skąd wywożono ich do obozów w głębi ZSRS lub wcielano, jako „mięso armatnie”, do jednostek frontowych. Działania te zostały znacznie zaostrzone w październiku 1944 r. Polscy komuniści, nie mając żadnej realnej władzy i poparcia społecznego, zmuszeni byli do całkowitego oparcia się „na bagnetach” Armii Czerwonej, której liczebność na terenie „Polski Lubelskiej” wynosiła w tym czasie ok. 2,5 mln żołnierzy. Na podstawie zawartego 26 lipca 1944 r. porozumienia, PKWN oddał obywateli polskich pod jurysdykcję wojskowych władz sowieckich. Bilans działań samych tylko dywizji NKWD w 1944 r. na terenach położonych na wschód od Wisły zamyka się aresztowaniem 16 820 ludzi, w tym 2604 żołnierzy AK, 691 dezerterów z armii Berlinga i 1083 uchylających się od służby wojskowej.

    Do walki z podziemiem skierowano również siły tworzonego wówczas aparatu bezpieczeństwa, który w praktyce służył likwidacji wszelkich form oporu wobec władzy komunistycznej w Polsce. Na obszarze „Polski Lubelskiej” siłami funkcjonariuszy Urzędów Bezpieczeństwa, NKWD, jednostek „ludowego” WP i Armii Czerwonej prowadzone były wielkie akcje pacyfikacyjne. W październiku 1944 r. wydany został dekret o ochronie państwa, na podstawie którego groziła kara śmierci z wszystkich jedenastu artykułów. Wyroki śmierci zatwierdzali komunistyczni generałowie: Karol Świerczewski i Michał Rola-Żymierski.
    14 października 1944 r. kierownik WUBP w Lublinie mjr Stanisław Szot wydał ściśle tajny rozkaz skierowany do kierowników powiatowych UBP, w którym obnażał główny cel komunistów - bezpardonową likwidację całego podziemia. Jako że rozkaz był tajny, nie próbowano w nim zachowywać pozorów praworządności, a tym samym pokazywał całą bezwzględność metod jakimi się miano w tej walce posługiwać oraz skalę uzależnienia polskiego aparatu represji od sowieckich mocodawców. Major Szot rozkazywał:
    […] Aresztowanych członków AK, NSZ i OUN za działalność przeciw PKWN i Armii Czerwonej, a którzy z różnych względów nie mogą być sądzeni, należy za okazaniem niniejszego rozkazu wydać przedstawicielowi Armii Czerwonej. Ile i kogo konkretnie z aresztowanych wydać należy uzgodnić na miejscu z przedstawicielem Armii Czerwonej. Na wszystkich przekazanych należy zachować u siebie akta sprawy /odpisy/, a dokładną listę przekazanych przysłać do Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Lublinie.
    Rozkaz ten był jedynie formalnym usankcjonowaniem działań, które praktycznie już od kilku miesięcy prowadzone były w terenie. Sytuacja ta zmusiła wielu żołnierzy podziemia do pozostania w konspiracji lub powrotu „do lasu”. W latach 1944-1945 niektóre całe okręgi AK (np. białostocki, lubelski, krakowski, poznański) pozostały w konspiracji. Wiosną i latem 1945 r. na obszarze dzisiejszej Polski w oddziałach partyzanckich walczyło około 15-17 tys. żołnierzy. Ważnym sygnałem, rozwiewającym ostatnie złudzenia, było podstępne aresztowanie 27 marca 1945 r. szesnastu przywódców Polskiego Państwa Podziemnego.

    BLOG > KOMENTARZE DO WPISU
    « Żołnierze Wyklęci. Ostatnie ... Pięcioro kolejnych bohaterów ... »
    Żołnierze Wyklęci. Ostatnie Polskie Powstanie - część 1/2

    ŻOŁNIERZE WYKLĘCI
    Ostatnie Polskie Powstanie

    Życie poświęcić warto jest tylko dla jednej idei, idei wolności!
    Jeśli walczymy i ponosimy ofiary to dlatego,
    że chcemy właśnie żyć, ale żyć jako ludzie wolni,
    w wolnej Ojczyźnie.
    Kpt. Zdzisław Broński "Uskok"

    Co też sądzisz, co ja powinienem był uczynić wobec dwóch nieprzyjaciół,
    stokroć potężniejszych, przeciwko którym obronić tego kraju nie mogłem?
    Zginąć! - odpowiedział szorstko Kmicic.
    Henryk Sienkiewicz, "Potop"

    Zbrojny opór przeciwko komunistycznemu zniewoleniu stawiany w latach 1944-1963 przez partyzantkę antykomunistyczną już od dawna przez wielu historyków nazywany jest ostatnim narodowym powstaniem. Przez szeregi powojennego podziemia działającego na ziemiach Polski (nie licząc walczących na wschód od linii Curzona po lipcu 1944 r.) przewinęło się ok. 200 tys. ludzi, z czego w samym tylko 1945 r. ok. 20 tys. biło się bronią w ręku w oddziałach partyzanckich. Żołnierze Wyklęci stoczyli setki bitew i potyczek o znaczeniu lokalnym, bez frontów i armii, ale w szeregach wielu walczących w oderwaniu od siebie oddziałów, przy ogromnej dysproporcji sił i obojętności „wolnego świata”. Dokładnie tak, jak ich przodkowie w latach 1863-1864.

    Pomnik Fundacji "Pamiętamy" w Sokołowie Podlaskim, w hołdzie żołnierzom AK i struktur poakowskich Obwodu Sokołów Podlaski, 6. Brygady Wileńskiej AK kpt. Władysława Łukasiuka "Młota" oraz cywilnym mieszkańcom powiatu sokołowskiego poległym w walce z komunistycznym zniewoleniem w latach 1944-1953.

    Początek zbrojnego oporu przeciwko sowietyzacji Polski rozpoczął się jeszcze w roku 1943 na Kresach Wschodnich RP, kiedy to oddziały AK, szczególnie w Okręgu Nowogródzkim, prócz działań antyniemieckich, toczyły regularną wojnę z sowieckimi oddziałami partyzanckimi, których działalność od początku była przedłużeniem polityki organów bezpieczeństwa ZSRS, przygotowujących te tereny do ponownej okupacji i w efekcie trwałej ich aneksji. Mimo uzasadnionych obaw co do postawy „sojusznika naszych sojuszników”, zgodnie z rozkazem Naczelnego Wodza, oddziały AK w połowie 1944 r. przystąpiły do akcji „Burza”, wspierając w walce z Niemcami Armię Czerwoną. Po zakończeniu działań wojennych na Kresach dla wszystkich stało się jasne, że wkraczający ponownie na nasze ziemie Sowieci nie niosą Polakom wyzwolenia ani pokoju, lecz nową okupację. Po początkowym współdziałaniu z oddziałami AK, bolszewicy rozpętali przeciwko jej żołnierzom orgię prześladowań. Polskie formacje partyzanckie zostały otoczone przez oddziały NKWD, rozbrojone, a tysiące żołnierzy (ponad 6 tys. z samej tylko Wileńszczyzny) zesłano do obozów w głębi ZSRS, skazano na wieloletnie więzienie, a nawet rozstrzeliwano na miejscu. W tej sytuacji oddziały, którym udało się uniknąć rozbrojenia bądź rozbicia zostały rozformowane, a ich żołnierze podjęli próby przedarcia się na tereny położone w granicach dzisiejszej Polski. Część kresowych dowódców i żołnierzy AK, w tym najsłynniejsi - mjr Maciej Kalenkiewicz „Kotwicz”, por. Jan Borysewicz „Krysia”, ppor. Czesław Zajączkowski „Ragner” - postanowiła jednak pozostać za kordonem i walczyć do końca o niepodległość swoich rodzinnych stron. Ostatni z nich trwali z bronią w ręku jeszcze w połowie lat 50.

    Ppor. Czesław Zajączkowski "Ragner". Jesienią 1944 r. dowodzone przez ppor. „Ragnera” siły partyzanckie i konspiracyjne Zgrupowania „Południe” AK były najpoważniejszym przeciwnikiem Sowietów na Nowogródczyźnie. Według raportów sowieckich miały one przeprowadzić 86 „aktów terrorystycznych”, 6 dywersji i 24 „inne napady zbrojne”. Ppor. Zajączkowski nazywany był przez Sowietów "cziort w oczkach" [чёрт в очках - diabeł w okularach]. 3 grudnia 1944 r. koło chutoru Jeremicze trzy pierścienie żołnierzy NKWD otoczyły jego niespełna 30-osobowy oddział. Jednostki sowieckie uzbrojone były w 3 czołgi, 8 ciężkich karabinów maszynowych, 58 ręcznych karabinów maszynowych, 100 automatów, 140 rewolwerów i 1110 karabinów. Transport zabezpieczało 25 samochodów. W walce zginęło 7 partyzantów, w tym dowódca.

    Po przekroczeniu Bugu i Sanu, działania sowieckie były analogiczne do tych na Kresach. Nastąpiły masowe aresztowania działaczy politycznych i wyższych dowódców AK oraz podstępnie rozbrajanych żołnierzy, których osadzano m.in. w byłym niemieckim obozie koncentracyjnym na Majdanku, przekształconym w obóz filtracyjny NKWD, skąd wywożono ich do obozów w głębi ZSRS lub wcielano, jako „mięso armatnie”, do jednostek frontowych. Działania te zostały znacznie zaostrzone w październiku 1944 r. Polscy komuniści, nie mając żadnej realnej władzy i poparcia społecznego, zmuszeni byli do całkowitego oparcia się „na bagnetach” Armii Czerwonej, której liczebność na terenie „Polski Lubelskiej” wynosiła w tym czasie ok. 2,5 mln żołnierzy. Na podstawie zawartego 26 lipca 1944 r. porozumienia, PKWN oddał obywateli polskich pod jurysdykcję wojskowych władz sowieckich. Bilans działań samych tylko dywizji NKWD w 1944 r. na terenach położonych na wschód od Wisły zamyka się aresztowaniem 16 820 ludzi, w tym 2604 żołnierzy AK, 691 dezerterów z armii Berlinga i 1083 uchylających się od służby wojskowej.

    Do walki z podziemiem skierowano również siły tworzonego wówczas aparatu bezpieczeństwa, który w praktyce służył likwidacji wszelkich form oporu wobec władzy komunistycznej w Polsce. Na obszarze „Polski Lubelskiej” siłami funkcjonariuszy Urzędów Bezpieczeństwa, NKWD, jednostek „ludowego” WP i Armii Czerwonej prowadzone były wielkie akcje pacyfikacyjne. W październiku 1944 r. wydany został dekret o ochronie państwa, na podstawie którego groziła kara śmierci z wszystkich jedenastu artykułów. Wyroki śmierci zatwierdzali komunistyczni generałowie: Karol Świerczewski i Michał Rola-Żymierski.
    14 października 1944 r. kierownik WUBP w Lublinie mjr Stanisław Szot wydał ściśle tajny rozkaz skierowany do kierowników powiatowych UBP, w którym obnażał główny cel komunistów - bezpardonową likwidację całego podziemia. Jako że rozkaz był tajny, nie próbowano w nim zachowywać pozorów praworządności, a tym samym pokazywał całą bezwzględność metod jakimi się miano w tej walce posługiwać oraz skalę uzależnienia polskiego aparatu represji od sowieckich mocodawców. Major Szot rozkazywał:
    […] Aresztowanych członków AK, NSZ i OUN za działalność przeciw PKWN i Armii Czerwonej, a którzy z różnych względów nie mogą być sądzeni, należy za okazaniem niniejszego rozkazu wydać przedstawicielowi Armii Czerwonej. Ile i kogo konkretnie z aresztowanych wydać należy uzgodnić na miejscu z przedstawicielem Armii Czerwonej. Na wszystkich przekazanych należy zachować u siebie akta sprawy /odpisy/, a dokładną listę przekazanych przysłać do Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Lublinie.
    Rozkaz ten był jedynie formalnym usankcjonowaniem działań, które praktycznie już od kilku miesięcy prowadzone były w terenie. Sytuacja ta zmusiła wielu żołnierzy podziemia do pozostania w konspiracji lub powrotu „do lasu”. W latach 1944-1945 niektóre całe okręgi AK (np. białostocki, lubelski, krakowski, poznański) pozostały w konspiracji. Wiosną i latem 1945 r. na obszarze dzisiejszej Polski w oddziałach partyzanckich walczyło około 15-17 tys. żołnierzy. Ważnym sygnałem, rozwiewającym ostatnie złudzenia, było podstępne aresztowanie 27 marca 1945 r. szesnastu przywódców Polskiego Państwa Podziemnego.

    Opuszczony przez Niemców pod koniec lipca 1944 roku teren obozu KL Majdanek w przeciągu miesiąca został w części przekształcony w obóz NKWD dla żołnierzy polskiego podziemia.

    W sierpniu 1945 r. ogłoszono amnestię dla pozostających w konspiracji żołnierzy i działaczy politycznych. Niektórzy skorzystali z tej oferty, lecz niedługo po tym stali się ponownie ofiarami terroru komunistycznego. Do połowy października 1945 r. - według oficjalnych danych - wyszło z konspiracji ok. 42 tys. osób, z tego blisko 30 tys. z AK i organizacji poakowskich. Pozostała, dużo mniejsza część ujawnionych, wywodziła się z podziemia narodowego - Narodowych Sił Zbrojnych (NSZ) i Narodowego Zjednoczenia Wojskowego (NZW), które jednak nadal pozostały w podziemiu i prowadziły aktywną działalność bojową przeciwko komunistom. Pozostali postanowili trwać w lesie, uznając amnestię za kolejny wybieg komunistów, w czym niestety mieli rację.
    Wkrótce po zakończeniu akcji amnestyjnej sowiecki i rodzimy aparat bezpieczeństwa rozpoczął falę represji skierowanych przeciwko tym, którzy się ujawnili jak i tym, którzy z amnestii nie skorzystali. W obliczu nadal dużej siły podziemia uznano je za największe zagrożenie i coraz zacieklej było ono zwalczane. Mnożyły się działania zbrojne, które miały na celu likwidację poszczególnych oddziałów. W rezultacie dochodziło do zasadzek, obław, potyczek, a nawet bitew (często zwycięskich dla podziemia), nie ulega jednak żadnej wątpliwości, że konspiracja niepodległościowa, wbrew tezom komunistycznej propagandy, z racji dysproporcji sił, nigdy nie była stroną inicjatywną w walce z polskimi komunistami i wspierającymi ich Sowietami. Jeśli żołnierze antykomunistycznego podziemia podejmowali operacje o pozornie ofensywnym charakterze, to w praktyce były one kolejnymi przykładami samoobrony, chodziło bowiem w większości o odbijanie aresztowanych i więzionych współtowarzyszy. Nawet w szczytowym okresie aktywności bojowej w 1945 r., siły podziemia dysponowały wyłącznie bronią lekką, a stawały do walki przeciwko kilkusettysięcznej Armii Czerwonej, Wojskom Wewnętrznym NKWD, „ludowemu” WP, funkcjonariuszom KBW, UB i MO, którzy dysponowali nieograniczonym arsenałem broni ciężkiej, włącznie z bronią pancerną i lotnictwem.
    http://podziemiezbrojne.blox.pl/resource/Powstanie_01.jpg
    Zgrupowanie partyzanckie mjr. Hieronima Dekutowskiego "Zapory", lato 1946 r.

    http://podziemiezbrojne.blox.pl/resource/Lewczuk08oddzial_1946.jpg
    Oddział I rejonu WiN w obwodzie chełmskim por. Henryka Lewczuka "Młota", Władzin (gm. Uchanie, powiat hrubieszowski), 3 sierpnia 1946 r. przed spotkaniem z angielskim dziennikarzem W. D. Selby'm. Dowódca oddziału leży pierwszy z lewej.


    Opór przeciwko sowieckiej dominacji od początku przybrał formę zorganizowanej walki zbrojnej. W beznadziejnych warunkach, przy całkowitej obojętności świata, przez ponad 10 lat prowadzono walkę z drugim okupantem i rodzimymi kolaborantami. Pierwszy etap tej walki, prowadzonej w latach 1944-1945, charakteryzował się największym nasileniem akcji zbrojnych przeciwko komunistom. Pomimo formalnego rozwiązania Armii Krajowej 19 stycznia 1945 r., jej zadania przejęła organizacja NIE, przekształcona w maju tego roku w Delegaturę Sił Zbrojnych na Kraj. W konspiracji poakowskiej w tym okresie działało blisko 200 tys. ludzi, z czego w samym tylko 1945 r. ok. 20 tys. biło się bronią w ręku w oddziałach partyzanckich. Na Wileńszczyźnie i Nowogródczyźnie w podziemiu pozostało co najmniej 3 tysiące. W województwach wschodniej i centralnej Polski operowało kilkadziesiąt oddziałów partyzanckich, zaś za linią Curzona, na „straconych posterunkach”, walczyło ich przynajmniej 50, liczących od kilkunastu do nawet 200 ludzi.

    http://podziemiezbrojne.blox.pl/resource/Partyzanci_WiN_mjr_Orlika__pluton_Boleslawa_Mikusa_Zbika_Lato46.jpg
    Partyzanci puławskiego Inspektoratu WiN mjr. Mariana Brnaciaka "Orlika", pluton Bolesława Mikusa "Żbika", Lato 1946 r.

    Wystąpienia zbrojne przeciwko polskim komunistom i ich sowieckim mocodawcom w niektórych województwach przybrały rozmiary lokalnej wojny - powstania antykomunistycznego. Na terenach Wileńszczyzny i Nowogródczyzny wystąpienia te miały nieco mniejszy rozmach, ze względu na olbrzymie nasycenie terenu jednostkami NKWD i Armii Czerwonej, a także ze względu na politykę władz podziemnych, starających się ograniczyć działania zbrojne i - ratując najlepszą substancję narodu - przerzucić jak największą liczbę ludzi w granice dzisiejszej Polski.
    W wielu województwach aparat partyjny i podległe im siły zostały po prostu „zmiecione”. Podziemie obsadziło swoimi ludźmi lub zlikwidowało administrację komunistyczną na szczeblu gminnym oraz terenowe posterunki milicji i referaty UB. Także za kordonem prowadzono tego typu akcje. Do końca 1944 r. na Kresach wykonano ich ponad 160 i choć w roku następnym intensywność działań zbrojnych nieco spadła, przeprowadzono ich jeszcze ok. 200.

    http://podziemiezbrojne.blox.pl/resource/Powstanie_22.jpg
    Posterunek MO w Boćkach po akcji 1. szwadronu 5. Brygady Wileńskiej AK po dowództwem por. Zygmunta Błażejewicza „Zygmunta”. 7 maja 1945 r. "Zygmunt" rozbił posterunek MO w Boćkach, likwidując kilkunastu milicjantów, oficera NKWD st. lejt. Iwana Czernowa i jednego szeregowego enkawudzistę.

    http://podziemiezbrojne.blox.pl/2015/02/Zolnierze-Wykleci-Ostatnie-Polskie-Powstanie-1.html
  • Prezydent: Muzeum Żołnierzy Wyklętych to sprawiedliwość dziejowa
    Muzeum poświęcone "Żołnierzom Wyklętym" i więźniom politycznym PRL, to sprawiedliwość dziejowa - oświadczył we wtorek prezydent Andrzej Duda. Wyraził nadzieję, że będzie to drugie po Muzeum Powstania Warszawskiego miejsce "wielkiej edukacji patriotycznej następnych pokoleń".
    Prezydent z okazji Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych odwiedził siedzibę dawnego aresztu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego przy ul. Rakowieckiej w Warszawie, gdzie powstać ma muzeum Żołnierzy Wyklętych.

    Jak mówił, "zobaczył miejsca, w które wsiąknęła krew polskich bohaterów". "Trudno jest stanąć na posadzce, na której leżał i umierał pan rotmistrz Witold Pilecki i inni bohaterowie polskiej wolności" - powiedział Andrzej Duda.

    "Nie byłoby tego dnia, nas tutaj dzisiaj, tej Rzeczypospolitej, która nabiera sił, która jest niepodległa, walczy o swoje, gdyby nie ich ofiara, bohaterstwo, niezwykłe męstwo, które przez długi czas przetrwało tylko w warstwie szeptanej" - powiedział Duda.

    Przez lata - podkreślił prezydent - "zadeptywano prawdę". Przypomniał, że do dziś nie udało się odnaleźć szczątków rotmistrza Pileckiego.

    Muzeum ma być miejscem edukacji patriotycznej

    http://www.pap.pl/Data/Thumbs/marekp/awans/MTA4MHg0NjMhY3JvcHwweDQ3MXg0NTY2eDE5NTc,16301178.jpg

    "Sprawiedliwość dziejowa to dla mnie muzeum Żołnierzy Wyklętych, antykomunistycznej armii podziemnej" - mówił Andrzej Duda. "Mam nadzieję, że będzie to drugie po Muzeum Powstania Warszawskiego, po muzeum stworzonym przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego, miejsce wielkiej edukacji patriotycznej dzieci i młodzieży, następnych pokoleń, żeby mogli czerpać z wzorców, które są najsilniejsze, z niezłomności, która jest w tych murach" - powiedział prezydent.

    Według niego "musi powstać prawdziwe mauzoleum Żołnierzy Wyklętych", a "dziś jest namiastka, pierwszy krok został zrobiony". "Wierzę, że pójdziemy dalej, będziemy w stanie ich wszystkich odnaleźć i pochować godnie jak na to zasługują, jak chowa się bohaterów. Wstyd przyznać, że przez całe lata już w III Rzeczpospolitej, przez całe prawie 27 lat, oprawców chowano z honorami, z asystą wojskową. Dopiero ostatnio odmówiono temu, który być może nie tylko współpracował, ale i był ze Smiersz-a (sowiecki kontrwywiad wojskowy - Śmierć Szpiegom). Wreszcie zaczyna się elementarne przywracanie sprawiedliwości przynajmniej w warstwie historycznej" - powiedział prezydent.

    Akt utworzenia muzeum Żołnierzy Wyklętych i więźniów politycznych PRL w areszcie śledczym na warszawskim Mokotowie podpisał w poniedziałek minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro w obecności prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego.

    1 marca 1951 r. w więzieniu na warszawskim Mokotowie, po pokazowym procesie, zostało rozstrzelanych siedmiu członków niepodległościowego IV Zarządu Głównego Zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość". Narodowy Dzień Pamięci "Żołnierzy Wyklętych" obchodzony jest 1 marca. Dzień ten ustanowił w 2011 r. parlament "w hołdzie Żołnierzom Wyklętym - bohaterom antykomunistycznego podziemia, którzy w obronie niepodległego bytu Państwa Polskiego, walcząc o prawo do samostanowienia i urzeczywistnienia dążeń demokratycznych społeczeństwa polskiego, z bronią w ręku, jak i w inny sposób przeciwstawili się sowieckiej agresji i narzuconemu siłą reżimowi komunistycznemu".
    (PAP)
  • Prezydent na premierze "Historii Roja": "dziękuję za ten film"
    http://www.pap.pl/Data/Thumbs/tpodsiedzik/2016-03-01/MTA4MHg0NjMhY3JvcHw0NDN4MjAzeDI1MzN4MTA4Ng,16229185.jpg

    Dziękuję za ten film, to jest wielki moment na drodze tworzenia kultury polskiej - powiedział prezydent Andrzej Duda przed premierą zrealizowanej w hołdzie Żołnierzom Wyklętym "Historii Roja". Film trafi do kin w piątek. Prezydent jest jego honorowym patronem.
    W uroczystej premierze filmu Jerzego Zalewskiego, która odbyła się w poniedziałek wieczorem w warszawskiej Kinotece, oprócz prezydenta wzięli udział m.in. wicepremier, minister kultury prof. Piotr Gliński, szef MON Antoni Macierewicz, sekretarz stanu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego Jarosław Sellin oraz kombatanci.

    "Dziękuję za ten film, to jest wielki moment na drodze tworzenia kultury polskiej (...), budowania naszej tożsamości, jej kolejnych elementów, nie dla nas (...), dla przyszłych pokoleń, bo to jest niezmiernie ważne" - powiedział prezydent Andrzej Duda.

    Podkreślił, że jest bardzo poruszony; zaznaczył, że nie czuje się honorowym gościem. "Myślę, że honorowymi gośćmi są tutaj przede wszystkim kombatanci" - mówił prezydent. "Jestem tutaj jako prezydent RP, żeby podziękować" - powiedział.

    Duda dziękując reżyserowi podkreślił, że "włożył on w ten film całego siebie - mimo wszystkich problemów, które na tej drodze, tych kłód, które były pod nogi rzucane, żeby ten film nie powstał, żeby utrudnić pracę nad nim, żeby w miarę możliwości jeszcze był on jak najpóźniej"

    Duda: "Tamto pokolenie stało się duchem i symbolem dzisiejszego młodego pokolenia"

    Zwracając się do reżysera, prezydent powiedział: "Myślę, że ten dzień - 29 lutego - premiery filmu, w przededniu Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych, ta premiera filmu, która odbywa się w Kinotece, ale nie tylko - ona się odbywa w Pałacu Kultury, w pomniku, który Stalin postawił sobie w Warszawie, to jest właśnie wielkie zwycięstwo".

    Mówił, że film ma premierę "w budynku Stalina-mordercy, który mordował niepodległość i suwerenność RP, który mordował systematycznie rękami swoich siepaczy i sowieckich, i niestety także innych (...) naszych bohaterów narodowych, takich właśnie jak Rój".

    Duda nazwał "Roja" "wielkim symbolem i bohaterem nie tylko swojego pokolenia, ale - Rzeczypospolitej, którą nazywamy II Rzeczpospolitą".

    "Wierzę, że właśnie dzięki temu, że wreszcie w obszarze polskiej kultury pojawia się film o tamtych czasach, można powiedzieć o tej Polsce, że jest jej kontynuacją - tamtej II RP, w której wychowano młodych ludzi tak, że bronili ojczyzny w 1939 r., że tworzyli Armię Krajową, Szare Szeregi w czasie okupacji i że potem, widząc, że ojczyzna nie będzie wolna i suwerenna, nie złożyli broni. (...) Tamto pokolenie stało się duchem i symbolem dzisiejszego młodego pokolenia" - mówił prezydent.

    Duda: "Jeżeli mamy na czymś budować tę odnowioną Rzeczpospolitą, to właśnie na tym wielkim wzorcu"

    Podkreślił, że "jeżeli mamy na czymś budować tę odnowioną Rzeczpospolitą, to właśnie na tym wielkim wzorcu".

    Jak mówił prezydent, film "Historia Roja" jest "wyrazem kontynuacji wielkiej idei odbudowy pamięci, wskazywania prawdziwych bohaterów, mówienia o naszej rzeczywistości, co było w niej białe, a co było w niej czarne, kto był bohaterem, a kto był zdrajcą, mordercą, kto zachował się podle".

    Pełen tytuł fabularnego filmu to: "Historia Roja, czyli w ziemi lepiej słychać". W obsadzie są m.in.: Krzysztof Zalewski-Brejdygant (jako odtwórca głównej roli "Roja"), Wojciech Żołądkowicz, Piotr Nowak, Mariusz Bonaszewski, Jerzy Światłoń, Marcin Kwaśny, Sławomir Orzechowski, Dariusz Jakubowski, Jacek Kawalec, Robert Moskwa, Magdalena Kuta i Karolina Kominek.

    Mieczysław Dziemieszkiewicz, żołnierz NSZ i Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, jako dwudziestolatek, tuż przed końcem wojny, dołączył do oddziału partyzanckiego. Po śmierci brata zabitego przez sowietów poprzysiągł komunistom zemstę. Działając w podziemiu antykomunistycznym, stanął na czele oddziału, który przeprowadzał akcje przeciwko władzom, uwalniał z aresztów więźniów politycznych i wykonywał wyroki na współpracujących z komunistami. Historia "Roja" zakończyła się w 1951 r., gdy poniósł śmierć w obławie przeprowadzonej przez oddziały wojska i milicji.

    Na ekranie zaprezentowano ostatnie sześć lat życia Dziemieszkiewicza

    Akcja filmu rozgrywa się w latach 1945-1951. Na ekranie zaprezentowano ostatnie sześć lat życia Dziemieszkiewicza.

    "Historia Roja" na premierę kinową czekała aż sześć lat - zdjęcia do filmu realizowano w 2010 r.

    Film powstawał pod honorowym patronatem dwóch prezydentów: Lecha Kaczyńskiego i Andrzeja Dudy.

    Twórcy przypomnieli, że w 2007 r. Mieczysław Dziemieszkiewicz został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski przez prezydenta Kaczyńskiego.

    Żaryn: "Film ten jest opowieścią o Żołnierzach Wyklętych"

    Obraz ma rekomendację m.in. historyka prof. Jana Żaryna. "Film ten jest opowieścią o Żołnierzach Wyklętych - o całej formacji ludzi, którzy w 1945 r. nie złożyli broni i podjęli decyzję, by kontynuować walkę o Niepodległą. Występują w nim pewne +uniwersalne typy+ bohaterów, reprezentujące różnorodne postawy i miejsca w strukturze podziemia powojennego. Dzieło Jerzego Zalewskiego jest pierwszym tego typu filmem w Polsce. Stąd będzie uznawane za - w pewnym sensie - dzieło kanoniczne" - napisał prof. Żaryn.

    Szef MON Antoni Macierewicz pytany przez PAP po poniedziałkowej premierze o opinię na temat filmu, odparł: "Jestem, jak myślę wszyscy, którzy ten film mieli możliwość obejrzeć, pod olbrzymim wrażeniem".

    "Ja widziałem ten film w jego postaci sprzed kilku lat, na wszystkich prawie etapach tego filmu. I w ten sposób mogłem oglądać walkę reżysera i walkę ludzi, którzy byli z tą całą epopeją powstawania tego filmu" - zwrócił uwagę minister.

    "To jest film nie tylko o tym, jak Polacy walczyli o niepodległość i jak ją wywalczyli, ale także o tym, jak później walczyli z władcami mass mediów, władcami mass kultury, władcami instytucji III Rzeczpospolitej, żeby film o polskiej niepodległości w ogóle mógł powstać" - mówił Macierewicz. "Ta druga warstwa tego filmu jest dla mnie nie mniej ważna, bo jego by nie było, gdyby nie nastąpiła zmiana w Polsce" - powiedział.

    Macierewicz: to "wspaniały film, naprawdę przejmujący, dojmujący"

    Zdaniem szefa MON, "Historia Roja" to "wspaniały film, naprawdę przejmujący, dojmujący". Macierewicz podkreślił, że "przesłanie, które wyrasta z Niezłomnych, to przesłanie zwycięstwa". "Przesłanie tego, że armia podziemna powraca jako fundament polskiego państwa, polskiej tradycji, także polskiego wojska. Bo to ich imionami, nazwami ich oddziałów, ich akcjami będą nazywane oddziały, będą nazywane jednostki, będą nazywane koszary Wojska Polskiego. Bo stamtąd czerpie to wojsko swoją siłę do obrony ojczyzny" - powiedział minister.

    Według sekretarza stanu w MKiDN Jarosława Sellina, "Historia Roja" to "film bardzo mocny, poruszający". "Właściwie pierwsza duża fabuła dotycząca jednego z bohaterów Żołnierzy Wyklętych, mam nadzieję, że nie ostatnia" - zaznaczył Sellin w rozmowie z PAP na premierze.

    "Ci dzielni żołnierze, którzy do 1951 roku walczyli, naprawdę przeżywali takie wartości, jak Bóg, Honor, Ojczyzna. Uważali, że to są wartości niewymienne i byli tym wartościom wierni do końca" - powiedział.

    "Tragicznie ich losy się potoczyły, trafili na okrutny reżim, zginęli. Ale dali świadectwo takie, które dzisiaj jest wzorem dla bardzo wielu młodych ludzi. Bo nieprzypadkowo młodzi ludzie odkrywają te postaci i wokół nich się wytwarza wręcz pewien kult. To jest pozytywny kult. Dobrze, że zarówno w grupach rekonstrukcyjnych, wśród kibiców, wśród młodych ludzi zainteresowanie losem tych żołnierzy jest coraz większe z roku na rok" - mówił Sellin.

    Zalewski: "Rój" jest symbolem takich wartości, jak honor, odwaga

    Reżyser Jerzy Zalewski podkreślał w poniedziałkowej rozmowie z PAP, że "Rój" jest symbolem takich wartości, jak honor, odwaga. "Świat jest groźny, jeśli nie jesteśmy na niego przygotowani, jeśli nie mamy mocnego pancerza. Ja bym chciał, żeby +Rój+ był takim naszym pancerzem. Żeby pamięć o +Roju+, o Żołnierzach Wyklętych była takim pancerzem - wobec nihilizmu, wobec konsumpcjonizmu, wobec tego, co nas pożera" - mówił Zalewski.

    Za zdjęcia do "Historii Roja" odpowiadał Tomasz Dobrowolski, a za reżyserię walk i koordynację kaskaderską w filmie - Tomasz Krzemieniecki, kaskader, który pracował wcześniej także na planach zagranicznych produkcji, m.in. "Mission: Impossible - Rogue Nation" (2015, reż. Christopher McQuarrie) z Tomem Cruisem w roli głównej.

    Autorką kostiumów do "Historii Roja" jest Elżbieta Radke. Muzykę skomponował Michał Lorenc. Jerzy Zalewski ma w dorobku m.in. dokumenty "Elegia na śmierć +Roja+" (2007) i "Tata Kazika" (1993). (PAP)
  • Zwycięska bitwa wyklętych
    http://i.wp.pl/a/f/jpeg/36381/pap_marsz_wykleci_625.jpeg

    W zderzeniu z całą opartą na półcieniach, szarościach, czasem wręcz świństwach i szwindlach polityką po Okrągłym Stole, w którą to uwikłali się solidarnościowi przywódcy, żołnierze wyklęci jawili się jako postacie bez skazy. Jako ci, którzy nie idąc na żadne ugody, z bronią w ręku oddali życie sprawie niepodległości. To oni stali się dla młodego pokolenia Polaków urodzonych w latach 80. i 90. symbolami oporu i uczciwości - pisze Paweł Lisicki

    29 lutego, późny wieczór, jeden z warszawskich pubów, w dolnej sali kłębi się tłum. Na spotkanie poświęcone pamięci żołnierzy wyklętych przyszły setki ludzi. Tego samego dnia, kilka godzin później, wielka premiera filmu o "Roju". Kilka dni wcześniej w Krakowie otwarcie sklepu z ubraniami patriotycznymi, modne kroje bluz i koszul, wiele emblematów nawiązuje do bohaterów z lat 40. i 50. Wszędzie dzikie tłumy, też w większości są to młodzi. Jak to się stało, że cześć dla żołnierzy wyklętych tak podbiła serca Polaków? Dlaczego 1 marca, dzień poświęcony ich czci, coraz bardziej, z roku na rok, staje się powszechnym świętem narodowym? Fenomen absolutnie niezaprzeczalny, nie do zakwestionowania: to żołnierze antykomunistycznego podziemia wygrali walkę o rząd dusz współczesnego pokolenia. Mimo że, ośmielę się powiedzieć, nie mieli na to niemal żadnych szans.

    Przeciw wyklętym

    Przeciw nim sprzysięgło się, można powiedzieć, wszystko. Po pierwsze kultowi wyklętych nie sprzyjała i nie sprzyja, powiem to łagodnie, światowa koniunktura. Od lat 60., tak w Stanach Zjednoczonych, jak we Francji, Wielkiej Brytanii i innych państwach Unii liczy się tylko pamięć o Holocauście. To do niego sprowadza się całe okrucieństwo II wojny światowej. O tym mówią filmy, powieści, sztuka, temu poświęcone są najbardziej popularne i głośne książki historyczne, publicystyczne. Kto chce zrobić prawdziwą, światową, akademicką karierę, powinien zajmować się ludobójstwem Żydów dokonanym przez Hitlera. Za to dostaje się nagrody i wyróżnienia, to otwiera drogę do sukcesu i uznania. Ta wielka zbrodnia zdaje się coraz wyraźniej przesłaniać inne, wypierać je z pamięci i odbierać im własną wagę.

    Przy takim podejściu trudno znaleźć miejsce dla opowieści o wyklętych. Raz, że jako pierwsi i bez wahań podjęli walkę na śmierć i życie z nowymi sowieckimi okupantami Polski, tymi samymi jednak, którzy byli zażartymi wrogami Hitlera i wyzwoli obozy koncentracyjne. Czyni to opór wyklętych w oczach wielu zachodnich historyków dwuznacznym, wątpliwym: czyż walcząc z sowietami nie przeciwstawiali się sile, które najskuteczniej niszczyła nazistów? Dwa, że walcząc bez pardonu o niepodległość po 1945 roku zdarzało się, że zabijali też komunistów żydowskich. Tak, to wszystko na pewno nie przyczyniało się do zyskania sympatii zachodnich badaczy.

    Jednak przeciw pamięci wyklętych przemawiała nie tylko globalna tendencja. Po 1989 roku najważniejsze polskie media, na czele z "Gazetą Wyborczą" prowadziły swoistą pedagogikę wstydu. Zamiast Polaka patrioty, miał powstać Polak Europejczyk. Martyrologia miała zostać odesłana do lamusa historii, bo kult bohaterów i pamięć o ich cierpieniach mógł stać się pożywką dla ksenofobii i nacjonalizmu. Wyklęci żołnierze mogli być pokazywani tylko jako degeneraci, ekstremiści, w najlepszym razie niebezpieczni utopiści, którzy dając się zwieść powiastce o III wojnie światowej nie umieli, nie chcieli i nie rozumieli czym jest dziejowy kompromis. Ich śmierć była albo niepotrzebna, albo wręcz szkodliwa, przelana przez nich krew stała się przecież niemym wyrzutem i oskarżeniem wobec tych, którzy w PRL szybko się odnaleźli, do niego dostosowali, z najeźdźcami zawarli pokój. Wiele oddziałów walczących z komunistami związanych też było z ruchem narodowym, z endecją, co w oczach liberalnych polskich elit musiało czynić ich działania tym bardziej podejrzanymi. Zamiast czcić - zapomnieć, zamiast stawiać pomniki - zakopać głęboko pod ziemią - taka była, zdaje się, postawa większości polityków i intelektualistów po 1989 roku.

    Jako pierwsi dostrzegli zło

    A jednak taka operacja się nie udała. Zaważyło to, że młodzi ludzie zawsze tęsknią do bezkompromisowych bohaterów, do jasnych sytuacji, do prostych słów "tak", "tak", "nie", "nie"? Rzeczywiście, w zderzeniu z całą opartą na półcieniach, szarościach, czasem wręcz świństwach i szwindlach polityką po Okrągłym Stole, w którą to uwikłali się solidarnościowi przywódcy, żołnierze wyklęci jawili się jako postacie bez skazy. Jako ci, którzy nie idąc na żadne ugody, z bronią w ręku oddali życie sprawie niepodległości. To oni stali się dla młodego pokolenia Polaków urodzonych w latach 80. i 90. symbolami oporu i uczciwości. Po drugie wzrost ich znaczenia wiązał się z rozwojem wiedzy o tym, czym był komunizm. Im więcej wiadomo o jego ciemnej, zbrodniczej stronie, o strukturze totalitarnej władzy, o całkowitej podległości Moskwie, tym większe było zrozumienie da tych, którzy jako pierwsi to zło dostrzegli i jasno mu się sprzeciwili.

    Po trzecie wreszcie, ostatnie lata pozwoliły Polakom swobodnie poznawać skalę represji i niszczenia polskości w latach 30. i 40. XX wieku. Tym samym silniejsza stawała się świadomości znaczenia niepodległości, suwerenności państwowej. Do młodych Polaków zaczęła docierać wiedza już nie tylko o zbrodniach niemieckich, jak w okresie PRL, albo nawet o Katyniu, ale o ludobójstwie na Wołyniu, w Galicji południowo-wschodniej, wreszcie o operacji polskiej NKWD w 1937 roku - to wszystko wynosiło czyn żołnierzy wyklętych, nadawało mu wzniosłość i majestat. Wreszcie, rzecz nie bez znaczenia, ogromny wpływ na tę nową świadomość miało działanie śp. Janusza Kurtyki, szefa IPN i śp. Lecha Kaczyńskiego.

    To wszystko razem doprowadziło do największej przemiany polskiej świadomości narodowej po 1989 roku. Tak jak kiedyś pamięcią żołnierzy niezłomnych zajmowały się małe grupki, tak teraz pamięć o nich przekształciła się w kult. Można by powiedzieć, że przegrywając ostatecznie realne bitwy, wyklęci wygrali bitwę najważniejszą - o pamięć i o świadomość. Pokonali wielkie media, liberalne elity i globalne prądy.


    http://wiadomosci.wp.pl/kat,141202,title,Pawel-Lisicki-Zwycieska-bitwa-wykletych,wid,18190520,wiadomosc.html?ticaid=116936&_ticrsn=3
  • Helena Wolińska – płakała raz w życiu: gdy umarł Stalin
    http://i.wp.pl/a/f/jpeg/36377/en_helena_wolinska_660.jpeg

    Zbrodniarka, która po latach przebrała się w szaty ofiary i ze swych dawnych przestępczych uczynków uczyniła powód do dumy. Tak najkrócej można opisać życie Heleny Wolińskiej, przedwojennej komunistki, która po 1945 roku, będąc już wysoką funkcjonariuszką Naczelnej Prokuratury Wojskowej posłała na śmierć bardzo wielu polskich patriotów, m.in. generała Augusta Fieldorfa „Nila”.
    Wolińska, a raczej Felicja Danielak, nigdy nie odpowiedziała za swoje zbrodnie. Stalinowska prokurator pochodzenia żydowskiego (Fajga Mindla) zmarła spokojnie w Wielkiej Brytanii w 2008 roku i została pochowana w kwaterze żydowskiej Wolvercote Cementery w Oxfordzie.
    Jej angielskim sąsiadom trudno było uwierzyć, że ta niepozorna, energiczna staruszka z kokiem na głowie i wielkimi oczami, którą przez długie lata mijali na ulicy, była w latach 40. i 50. okrutną, bezwzględną i sadystyczną komunistyczną prokuratorką.
    „Za każdym razem, gdy spotykała mnie na ulicy z synkiem, głaskała go po główce i się nim zachwycała. Zwykła starsza pani” – wspominała, już po śmierci Wolińskiej, Maria Davies, żona prof. Normana Daviesa.
    Nie była to opinia odosobniona. Gdy w końcu lat 90. polskie Ministerstwo Sprawiedliwości wystosowało do Londynu wniosek o ekstradycję Heleny Wolińskiej, spotkał się on z oburzeniem sporej części brytyjskiego społeczeństwa. Podobnie negatywny rezonans wśród licznej grupy mieszkańców Albionu wywołał Europejski Nakaz Aresztowania Wolińskiej, który wydano, na wniosek Instytutu Pamięci Narodowej, 20 listopada 2007 roku.

    W Wielkiej Brytanii pojawiły się głosy o antysemickim rzekomo podłożu polskich starań o ekstradycję stalinowskiej prokuratorki. O jej ofiarach, o ile w ogóle ktoś podejmował ten temat, mówiono na zasadzie – „to było dawno i nieprawda”.
    Ostatecznie władze angielskie odmówiły wydania Heleny Wolińskiej, powołując się m.in. na jej brytyjskie obywatelstwo.

    Bezpieczniacka rodzinka

    Drogę do Oxfordu rozpoczęła Wolińska w… Komunistycznym Związku Młodzieży Polskiej, do którego wstąpiła w 1936 roku. Działalność w antypaństwowej organizacji młoda kobieta łączyła przez trzy lata ze studiami na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Studia te, przerwane z powodu wojny, ukończyła w 1948 roku. Już wówczas była liczącą się personą, jako szefowa Wydziału Kadr w Komendzie Głównej Milicji Obywatelskiej. Autorytetu przysparzał jej także mąż Franciszek Jóźwiak, który był jednocześnie komendantem głównym MO i wiceministrem bezpieczeństwa publicznego.
    Przy takim mężu nie można nie zrobić kariery! I Wolińska tę karierę zrobiła.

    Po zakończeniu służby w MO, jako niespełna 30-letnia kobieta trafiła, w randze podpułkownika, do Naczelnej Prokuratury Wojskowej. W 1949 roku zajmowała się tam weryfikacją wojskowych sędziów i prokuratorów. Przez trzy lata była też sekretarzem Podstawowej Organizacji Partyjnej PZPR w NPW.

    Głównym polem jej działań było jednak zwalczanie „reakcyjnego podziemia”, jak w latach stalinowskich określano żołnierzy wyklętych. Helena Wolińska, jako prokurator wojskowy wydawała nakazy aresztowań i nadzorowała śledztwa przeciwko żołnierzom podziemia niepodległościowego. Decydowała o ich życiu i śmierci. Jej najsłynniejszą ofiarą był generał „Nil”, ale jest odpowiedzialna za śmierć lub prześladowania setek, a może i tysięcy ludzi.

    Wolińska do swych ofiar odnosiła się z pogardą i wulgarnie. Niewiele lepiej traktowała też podwładnych. Była arogancka i pewna siebie. W sytuacjach, gdy jej autorytet wydawał się niewystarczający powoływała się na wysokie stanowisko męża.

    Nie wzruszała jej ludzka niedola, prośby i płacze żon i dzieci, których mężów i ojców skazywała na śmierć. Krystynę Sobolewską, żonę żołnierza Armii Krajowej Juliusza Sobolewskiego, która przyszła do niej z prośbą, by zweryfikowała swój wniosek o karę śmierci dla niego, wyrzuciła z gabinetu.
    „To najgorszy dzień w moim życiu, bo właśnie zmarł towarzysz Stalin” – wykrzyczała. Ten jeden, jedyny raz miała Wolińska łzy w oczach. Zbrodniarka płakała nad zbrodniarzem.

    Zamieniła ubeka na profesora

    Śmierć „towarzysza Stalina” zapoczątkowała powolny koniec prokuratorsko-bezpieczniackiej kariery Wolińskiej. Wzorem innych zasłużonych towarzyszy z resortu (przykładem niech będzie tu Zygmunt Bauman) postanowiła realizować się na niwie naukowej.

    Pracowała w Instytucie Nauk Społecznych przy KC PZPR, a potem w Wyższej Szkole Nauk Społecznych. W 1962 roku została doktorem nauk prawnych na podstawie pracy „Przerwanie ciąży w świetle prawa karnego”.

    Wolińska wiedziała, jak się ustawić. Za lat stalinowskich jej karierę pilotował bezpieczniak Jóźwiak, a po nadejściu Gomułki rozwojem małżonki zajął się marksistowski profesor Włodzimierz Brus – drugi mąż naszej „bohaterki”.

    Wolińska jednak kariery naukowej nie zrobiła. Antysemickie czystki, do jakich doszło w PRL po marcu 1968 roku, pozbawiły ją pracy i zmusiły do emigracji - wraz z Włodzimierzem Brusem. Na początku lat 70. para ta zamieszkała w Wielkiej Brytanii.

    Skarżyła się na Polskę, ale wojskową emeryturę brała

    Przez lata małżonkowie żyli w spokoju, korzystając z sielskiej angielskiej atmosfery. Nie rozdrapywali ran, ale interesowali się tym, co dzieje się w „starym kraju”. Z biegiem lat zaczęli kreować się nawet na sympatyków demokratycznej opozycji w PRL. Profesor Brus, jak okazało się niedawno, łączył te sympatię ze współpracą z wschodnioniemiecką służbą bezpieczeństwa Stasi – jako tajny współpracownik „Fakir”.

    Zmiany do jakich doszło w Polsce w 1989 roku odgrzały sprawę stalinowskich morderców w togach, w tym i Heleny Wolińskiej. W polskim prawie karnym zdefiniowano pojęcie „zbrodni komunistycznych” i ustalono zasady ich ścigania.
    Niestety nowe prawo funkcjonowało tylko na papierze. Wolińskiej nie udało sprowadzić się do kraju i postawić przed sądem.

    Dawna stalinowska prokuratorka skutecznie wykorzystywała antypolskie fobie istniejące w sporej części społeczeństwa brytyjskiego. Wolińska przedstawiała siebie, jako ofiarę polskiego antysemityzmu, osobę, która cudem tylko wyszła z życiem z warszawskiego getta, by teraz, po latach, wpaść w ręce polskiej czerni.
    W udzielanych brytyjskiej prasie wywiadach, Wolińska tłumaczyła, że postawione jej zarzuty mają charakter „polityczny i antysemicki” i że w związku z tym nie może liczyć w Polsce na „uczciwy i sprawiedliwy sąd”.
    Angielscy dziennikarze stanęli za nią murem. „The Independent” podkreślał, że Wolińska to „jedna z nielicznych przedstawicielek mniejszości żydowskiej w Polsce, która ocalała z Holokaustu”. Jej ekstradycja do Polski byłaby, według tej gazety, „ekstradycją do kraju, gdzie znajdują się takie miejsca, jak Oświęcim i Brzezinka”. Jeszcze ostrzej zareagował „The Sunday Times”: ”Czy Żyd może liczyć na sprawiedliwość w kraju Auschwitz, Majdanka i Treblinki, gdzie antysemityzm rodem ze średniowiecza wciąż pozostaje mocno okopany?”

    Władysław Bartoszewski, który sam był jedną z osób prześladowanych przez Wolińską w okresie stalinowskim, uznał podobne tłumaczenia za bezzasadne. W wywiadzie udzielonym dla brytyjskiego „Guardiana” Bartoszewski powiedział: „Podpis ppłk Wolińskiej figuruje na moim akcie oskarżenia czerwonym ołówkiem. Zatwierdzając akt oskarżenia wobec mnie dobrze wiedziała, że jestem współzałożycielem Rady Pomocy Żydom. Jestem przykładem, że tłumaczenia pewnych ludzi wokół Wolińskiej i jej samej, że trwa wokół niej jakaś antysemicka akcja, są bzdurą.”

    Żale na bezprawie, jakie ją spotkało nie przeszkadzały Helenie Wolińskiej w sumiennym kwitowaniu przesyłanej jej z kraju specjalnej emerytury wojskowej. Została jej ona odebrana dopiero w 2006 roku – w 17 lat po odrodzeniu niepodległej Polski. Także w tym samym roku prezydent Lech Kaczyński pozbawił ją Krzyża Kawalerskiego Orderu Odrodzenia Polski (przyznanego w 1945 roku) i Krzyża Komandorskiego Orderu Odrodzenia Polski (przyznanego w 1964 roku).
    Były to jedyne kary, jakie ją spotkały.

    „Otwarta, ironiczna, ciepła”

    Paweł Pawlikowski, twórca słynnego obrazu„Ida”, nie krył, że pierwozwzorem postaci filmowej Wandy , też dawnej stalinowskiej prokuratorki, była właśnie Helena Wolińska.

    Wolińską poznał Pawlikowski w latach 80. i uznał ją za „fajną panią”. W wywiadzie udzielonym „Gazecie Wyborczej” reżyser wspominał: „otwarta, ironiczna, ciepła. To był szok dla mnie, kiedy się dowiedziałem – wiele lat później – że Polska żąda jej ekstradycji".

    Witold Chrzanowski
  • Dzisiaj kult Żolnierzy Wyklętych wszystkich jednoczy
    Zwolennikow kręgów odejrzeń i gruntowego ziobrohaka mocy ze zwolennikami lewów czerwcowych nocy.
    Gdyby wśród żolnierzy wyklętych zxnalazl się przypadkiem taki jak Walęsa może prog niebios świętego Witolda Pileckiego nie byl by problemem dla ab ,Życińskiego, Palikota a nawet Lecha Kaczyńskiego i jego damy dla kopulacji in vitro łaskawej .
  • @Zbójnicki pies 21:38:32
    Bardzo Ci dziękuję za piękny i bogaty materiał. Wystarczy mi lektury na parę wieczorów. Dzięki. Pozdrawiam serdecznie.
  • ADMINISTRACJO !!!!!!!!!!!
    Dzięki
    ps.
    są tu jeszcze przyzwoici ludzie 8-))))))
  • @Zbójnicki pies 22:05:53
    Tak!- tego wymagała pamięć TYCH WSPANIAŁYCH ŻOŁNIERZY....
    Dzięki Zbójniku ! Dzięki Administracji za uhonorowanie NASZYCH BOHATERÓW...Helena.
  • @telewidzacy 21:53:21CET Kałmucja
    Czyli mam racje !!!!!
    http://miarka.neon24pl.neon24.pl/post/130057,marsz-bohaterow#comment_1284122
  • @reflexión 18:41:18
    Dziękuję. W IMIENIU HISTORII i własnym..Serdecznie Ciebie pozdrawiam.
    Helena.
  • @alfa.com.hel 22:13:32
    http://podziemiezbrojne.blox.pl/resource/Powstanie_23.jpg
    Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego we Włodawie po ataku oddziału partyzanckiego Obwodu WiN Włodawa por. Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia" przeprowadzonym 22 października 1946 r., podczas którego uwolniono 76 więźniów i zlikwidowano 4 funkcjonariuszy UB. Na zdjęciu wyważone główne drzwi wejściowe do PUBP i zawalona klatka schodowa po wybuchu miny zdetonowanej przez "Jastrzębia". Po prawej stronie w głębi widoczne drzwi do piwnicy, gdzie przetrzymywano więźniów.

    W tym okresie komuniści mogli czuć się bezpiecznie jedynie w miastach wojewódzkich i powiatowych, które były miejscem stacjonowania garnizonów NKWD i wojska. Jednak nawet tam nie mogli całkowicie uniknąć ataków oddziałów partyzanckich, które brawurowo rozbijały więzienia i obozy, odbijając przetrzymywanych w nich współtowarzyszy. Jedną z najbardziej spektakularnych tego typu akcji było rozbicie więzienia w Kielcach, kiedy to z 4 na 5 sierpnia 1945 r. partyzanci z połączonych oddziałów kpt. Antoniego Hedy „Szarego” i por. Stefana Bembińskiego „Harnasia” (ok. 200 osób), po opanowaniu kluczowych punktów w mieście i zablokowaniu ważniejszych siedzib sił represji, przeprowadzili udany szturm na budynki więzienne i uwolnili 354 osoby. 9 września 1945 r. oddziały partyzanckie AK, także pod dowództwem Stefana Bembińskiego „Harnasia", na pół godziny opanowały Radom, zdobyły więzienie i uwolniły ok. 300 aresztowanych, w większości swoich organizacyjnych kolegów. Równie spektakularny charakter miały akcje na obozy, w których NKWD przetrzymywało uwięzionych żołnierzy AK, jak np. w Rembertowie w nocy z 20 na 21 maja 1945 r. wykonana przez oddział ppor. Edwarda Wasilewskiego „Wichury”, w której uwolniono blisko 500 osób przeznaczonych do wywiezienia w głąb ZSRS. Ponadto wykonano przeszło 20 akcji uwalniania więźniów w miastach powiatowych, uderzając jednocześnie na kwaterujące tam siły bezpieczeństwa. Jedna z takich akcji miała wyjątkowo symboliczny wymiar. Gdy Europa hucznie świętowała dzień zwycięstwa nad Niemcami, w nocy 8 maja 1945 r. do Grajewa wkroczyło 200-osobowe zgrupowanie AK, dowodzone przez mjr. Jana Tabortowskiego „Bruzdę”. Opanowano miasto, zdobyto silnie broniony PUBP, skąd uwolniono ok. 120 więźniów.
    http://podziemiezbrojne.blox.pl/resource/szary04.jpg
    Kpt. Antoni Heda "Szary" w marszu na koncentrację przed akcją na więzienie w Kielcach, 1945 r.

    Oddziały partyzanckie niepodzielnie panowały w terenie, gdzie często dochodziło do zaciętych walk z grupami operacyjnymi NKWD, UB i KBW. Były to niekiedy regularne bitwy, jak ta pod Kuryłówką (pow. leżajski) stoczona 7 maja 1945 r. przez oddziały Narodowej Organizacji Wojskowej (NOW) pod dowództwem mjr. Franciszka Przysiężniaka „Ojca Jana”, w której zginęło ok. 57 enkawudzistów. 24 maja 1945 r. w Lesie Stockim (pow. puławski) podobnie druzgocące straty zadało grupie operacyjnej NKWD-UB 180-osobowe zgrupowanie AK-DSZ pod dowództwem mjr. Mariana Bernaciaka „Orlika”. Przeciwko partyzantom rzucono 680 funkcjonariuszy wspieranych pojazdami opancerzonymi. W trakcie walki zginęło 10 pracowników UBP i około 16 żołnierzy NKWD. Także na Podlasiu, w Miodusach Pokrzywnych, 18 sierpnia 1945 r. 1. szwadron 5. Brygady Wileńskiej AK mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” doszczętnie rozbił grupę operacyjną NKWD-UB-LWP (ok. 36 zabitych), pacyfikującą podlaskie wioski.
    http://podziemiezbrojne.blox.pl/resource/jasienica4.jpg
    5. Brygada Wileńska AK mjr. Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki", Białostocczyzna 1945 r.

    Zakres chronologiczny działalności podziemia w kolejnym okresie, czyli w latach 1945-1947, wyznacza przede wszystkim moment powołania 2 września 1945 r. Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”, a kończy ogłoszenie przez komunistów w lutym 1947 r. kolejnej amnestii. Zrzeszenie WiN było bezpośrednim spadkobiercą AK i DSZ. Miała to być konspiracyjna organizacja, która początkowo chciała drogą walki politycznej przeszkodzić komunistom w zwycięstwie wyborczym. Działalnością Zrzeszenia kierował Zarząd Główny z prezesem na czele. Cywilno-polityczny model konspiracji udało się wcielić w życie jedynie w południowej części kraju. We wschodniej i centralnej Polsce, pomimo płynących z góry instrukcji, organizacja w dalszym ciągu miała charakter wojskowy. Tam nadal operowały silne oddziały partyzanckie, które stały się jedynym schronieniem dla prześladowanych przez bezpiekę żołnierzy podziemia.

    W latach 1945–1947 najaktywniejszą działalność zbrojną prowadzono we wschodniej, południowej i centralnej części Polski. Na Kielecczyźnie, w Krakowskiem, części Łódzkiego, na Żywiecczyźnie, Mazowszu, Białostocczyźnie, Lubelszczyźnie i Rzeszowszczyźnie komuniści kontrolowali miasta wojewódzkie i powiatowe, bojąc się wypuszczać poza ich granice. Podziemie zbrojne największą aktywność przejawiało wiosną i latem 1946 r., a silne zgrupowania partyzanckie dowodzone przez mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę”, mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zaporę”, mjr. Mariana Bernaciaka „Orlika”, mjr. Franciszka Jaskulskiego „Zagończyka”, mjr. Józefa Kurasia „Ognia”, kpt. Stanisława Sojczyńskiego „Warszyca”, kpt. Józefa Zadzierskiego „Wołyniaka”, czy kpt. Henryka Flame „Bartka” i wielu innych legendarnych dowódców, niepodzielnie panowały w terenie.
    http://podziemiezbrojne.blox.pl/resource/Powstanie_04a.jpg
    Pododdział zgrupowania mjr. Józefa Kurasia „Ognia”. Gorce, Kiczora, lato 1946 r.
    http://podziemiezbrojne.blox.pl/2015/02/Zolnierze-Wykleci-Ostatnie-Polskie-Powstanie-1.html
  • @Zbójnicki pies 09:02:56
    Do komentarza z godz j/w. zauważyłam, że z niewiadomych mi powodów wycięta jest druga część mojego komentarza- być może by zbyt długi?- dopiszę bo to ważne...//
    W książkach, komiksach i filmach przez dziesięciolecia oddziały partyzanckie nazywano bandami terrorystyczno-rabunkowymi. Co groziło za przynależność do partyzantki i udział w akcjach zbrojnych? Agnieszka Łuczak: Za próbę "obalenia przemocą ustroju" groziła kara śmierci.//

    MÓJ TATO, JAKO PRZEDWOJENNY WOJSKOWY, PÓŹNIEJ PARTYZANT, ZARAZ PO WOJNIE SKAZANY NA ŚMIERĆ - był więziony w więzieniu kieleckim- cudem uratowany od wyroku....PÓŹNIEJ "wrzucony " w lasy..(dopisałam wyjaśnienie, że chodziło o mojego Tatę...
    A TERAZ DOPISEK DO KOMENTARZA 01.03.2016 13:27:45
    Końcówka:
    ...Już w roku 1945 ZMW RP „Wici” reprezentował znaczną jak na owe czasy siłę – zrzeszał w swych szeregach około pół miliona członków.
    Chociaż Związek stronił od zaangażowania politycznego, został wciągnięty w wir ówczesnych wydarzeń. Wśród działaczy wiciowych ścierały się różne poglądy na temat koncepcji powojennej odbudowy i przebudowy Polski. W wyniku błędnych decyzji politycznych i nacisków administracyjnych przeprowadzono proces „demokratyzacji >Wici...
    Ciąg dalszy:
    Młodzież kielecka nie przyjęła do wiadomości :
    //Zaraz po wojnie, oficjalnie rozwiązano "Wici"- ZMW 1946: Koniec marzeń…// Mój ś.p. Tato zorganizował teatr, w którym młodzież "WICI" poprzez przedstawienia ukazywała bohaterstwo polskiego ruchu oporu... Objeżdżali oko9liczne wioski- nieśli ludziom Prawdę i Nadzieję.
    Przesiedlony w lasy na Ziemie Zachodnie prowadził ta działalność nadal, za co był ogłaszany wszem i wobec wrogiem ludu, co również odbijało się na Nas, ale zawsze byłam dumna z mojego Taty. Ostatni teatr młodzieży "WICI", reżyserowany przez mojego Tatę wystawiony był w Tolkmicku: Krótki fragment z książki: "Życiem malowane"..

    "...Młodzieńcy zajęli się strojeniem drabiniastego wozu, bo nim właśnie miał zespół wyruszyć do Tolkmicka; do obu bocznych „drabin” przymocowali małe brzózki, a wewnątrz wozu zamontowali
    siedzenia, bo nie wypadało, żeby dziewczęta stały- miejsca stojące były zarezerwowane dla nich.
    W dniu wyjazdu Michał przyniósł biało- czerwoną flagę, zamocował ją przy jednej z brzózek, i już można było wyruszyć.
    Lenka wpatrywała się w piękną zieleń młodziutkiego listowia, na którego tle falowała na wietrze
    biało- czerwona Polska Flaga; w jej duszy pozostał, zapieczętowany „na zawsze”, ten niecodzienny obraz pięknie umajonego wozu, siedzących w nim młodych aktorów; dziewczyn z kwiatami we włosach i chłopców w bielutkich koszulach, Madzi ubranej na „krakowiankę” i roześmianych rodziców.
    Przyjechali nieco wcześniej; z trudem przeciskali się przez ulice wypełnione tłumem radosnych, odświętnie ubranych ludzi, by zając miejsce w pobliżu sceny.
    Zaczęły się występy- wywoływano kolejne zespoły teatralne z różnych miejscowości, a po każdym występie ludzie, klaszcząc w dłonie, wyrażali swoje uznanie i podziw... I wreszcie zapowiedź:
    - Powitajmy zespół z Chojnowa- oklaski....wyjście na scenę....zaczął się spektakl...
    ...Sielski nastrój; w wiejskiej scenerii dziewczyna wije wieniec, a w dali słychać śpiew:
    „O mój rozmarynie..”, wchodzi chłopiec: (z fragmentów piosenki Kornela Makuszyńskiego)
    Ej dziewczyno, ej niebogo
    Jakieś wojsko pędzi drogą
    Skryj się, skryj...
    Ja myślałem, że to maki
    Że ogniste lecą ptaki
    A to ułany....

    Rozlega się śpiew: „Przybyli ułani...”(słowa Feliks Gwiżdż), dziewczęta biegną do okien:
    „ O Jezu, a cóż to za wojacy”.....Wszyscy wychodzą na scenę....
    Zgromadzeni ludzie podchodzą coraz bliżej sceny i chwilami włączają się w śpiew...
    A na scenie pada hasło: „Do mazura” i już śpiewają „Jeszcze jeden mazur dzisiaj...
    (słowa Ludwik Pomian- Łubieński)”; w rytm melodii słychać przytupy i hołubce; wirują- szczęśliwi roześmiani...później krótkie monologi, po których kurier przynosi wiadomość o wybuchu wojny.
    - „Bracia wolności wznieśmy miecz! Do broni!...
    Za wolność wznieśmy miecz!”- pada wezwanie.
    Dziewczęta stanęły obok chłopców, śpiewających -„Wojenko, wojenko...,
    na co one zanuciły:
    „Hej strzelcy wraz, nad nami Orzeł Biały,
    a przeciw nam śmiertelny stoi wróg,
    wnet z naszych strzelb piorunem zagrzmią strzały,
    a lotem kul kieruje Zbawca Bóg” (słowa i muzyka Władysław Ludwik Anczyc)...
    Pora wyruszać na front; rodzic błogosławi syna ...(wiersz- Matczyne Ręce. Str.58-59)
    Chłopiec odchodząc zwrócił się w stronę swojej dziewczyny ze słowami: „Jeśli nie wrócę, znajdziesz w polu mój grób”....poczym Wandzia recytowała urywek „Chorału” Kornela Ujejskiego:
    „Z dymem pożarów, z kurzem krwi bratniej
    Dla Ciebie, Panie, bije ten głos,
    skarga to straszna, jęk to ostatni
    Od takich modłów bieleje włos.
    My już bez skargi, nie znamy śpiewu
    Wieniec cierniowy wrósł w naszą skroń
    Wiecznie, jak pomnik Twojego gniewu
    Sterczy ku Tobie błagalna dłoń.....
    ......I patrzym w niebo, czy też ze szczytu
    sto słońc nie spadnie wrogom na znak
    cicho...i cicho pośród błękitu
    jak dawniej buja swobodnie ptak.....

    Na twarzach widzów było widać wzruszenie; ktoś wzdychał, ktoś otarł łzę... I chyba nikt nie zauważył, że w stronę sceny przeciska się dwóch młodzieńców...
    - Janek, poczekaj, aż się skończy, bo przerwiesz przedstawienie.
    - Słuchaj, Kamil- wiesz jak długo jej szukałem?, wiesz ile nocy nie spałem, jak wołałem całą duszą myśląc, że mnie usłyszy? A teraz ty mówisz- czekaj! Na co mam czekać?- żeby za chwilę znikła mi w tłumie? Nie Kamil, nie potrafię czekać.
    - To umówmy się, że ja podejdę bliżej i będę trzymał straż, a ty przejdź bokiem w stronę sceny.
    Nie niszcz pracy, jaką włożyli w to przedstawienie.
    - Masz rację, ale błagam, nie pozwól, żeby znikła...
    Przesuwali się dalej w milczeniu; Jan nie wiedział- śmiać się?, czy płakać ze wzruszenia?
    Tam, na scenie stała jego Ania; nie żadna zjawa, nie majak- na scenie była ona- żywa, realna...
    Jego dziewczyna, jego miłość serdeczna, tyle razy opłakiwana, tyle lat szukana...
    A on mieszkał w pobliżu, zaledwie dwadzieścia siedem kilometrów oddalony od niej.
    Można zwariować z nadmiaru szczęścia- myślał wpatrując się w jej postać.
    Anna zaczęła śpiewać: „Rozkwitały pąki białych róż....”( słowa- Kazimierz Wroczyński i autorzy nieznani) Twarz jej była blada, usta drgały bólem...
    A na koniec wszyscy zaśpiewali:
    „Jasieńkowi, nic nie trzeba już....tam pod jarem, gdzie w wojence padł...
    I stała się rzecz niezwykła, nieprzewidziana w scenariuszu, wykraczająca poza tekst, pisana
    przez samo ŻYCIE; wszyscy śpiewali: „...wyrósł na mogile białej róży kwiat”, a Anna rozpłakała się na ten śpiew i odwracając się w stronę zespołu, zawołała głośno:
    - Nie, to nieprawda...! On żyje, ja wiem, że on żyje...!
    Teraz już nikt nie mógł zatrzymać Jana; przeciskał się przez tłum wołając:
    - Aniu! Nie płacz- ja naprawdę żyję!- w jednej chwili wbiegł na scenę...
    Poprzez ludzki tłum przebiegło westchnienie, niczym jęk, niczym głucha skarga odziana radością, że „to już” i „dlaczego tak długo..?”
    Tymczasem oni stali przytuleni do siebie, i nic- tylko płakali...
    Na scenie też była konsternacja, bo zupełnie inne miało być zakończenie, a nikt nie przewidział, że życie napisze swój własny scenariusz, a ludzie przyjmą go za prawdziwy....bo też taki był.
    Dziewczęta chcąc zatuszować to zamieszanie zaśpiewały:
    „ Nie szumcie wierzby nam....nie płacz dziewczyno ma...”
    Antoni zreflektował się błyskawicznie i nie myśląc dłużej, zaintonował pieśń:
    „ My chcemy Boga, Panno Święta...”
    Tłum stojący wokół podchwycił śpiew i śpiewali, ile tchu w piersiach, strofę za strofą, mocno akcentując refren, jako, że właśnie był miesiąc Maryjny:
    „ Błogosław Słodka Pani, błogosław wszelki stan
    My chcemy Boga, my poddani
    On naszym Królem, On nasz Pan”
    Przedstawienie skończone- oklaski, wiwaty- ukłony....
    Lenka zauważyła niepokój na twarzy taty, pobiegła oczyma za jego wzrokiem i zauważyła, że w stronę sceny przeciskali się „dziwni panowie”; nie kojarzyli się jej przyjaźnie.
    Usłyszała jak tato powiedział półgłosem do Antoniego:
    - Zbieraj wszystkich i szybko na wóz. Ja zaraz dołączę.
    Sam pozostał na scenie przyjmując podziękowania i gratulacje, i wiwaty ludzi; ktoś z komisji wręczył mu w nagrodę duży tort i książkę „Leśna Gazetka”.
    Uśmiechał się, dziękował, a kątem oka kontrolował odległość jaka dzieliła go od wspomnianych „panów”. Później zbiegł ze sceny, podbiegł do wozu, wskoczył - konie ruszyły z kopyta.
    Pani Karolina trzymała tort, a Lenka książkę; nie mogła tylko zrozumieć: dlaczego te konie tak pędzą?- uciekamy?!- ale dlaczego? co się właściwie stało? - na odpowiedź musiała poczekać...
    Tymczasem tato wciąż poganiał konie, dopiero, gdy dojechali do miejsca z którego odchodziła
    szosa do wioski, tato poluzował lejce, a zwracając się w stronę zespołu, powiedział z uśmiechem:
    - Tu już nas nie dogonią.... "
    Są to wspomnienia z lat 50- tych...Zapamiętałam to prze4dstawienie, jak również późniejsze prześladowania przez UB...Mój Tato troszczący się o patriotyczne i kulturalne wychowywanie młodzieży- był "wrogiem ludu"...i przynajmniej raz w m-cu był zatrzymywany przez Ub- pod byle pretekstem...Czy można to zapomnieć? NIE! NIGDY...
    CZY MOŻNA ZAPOMNIEĆ O WIELE WIĘKSZYCH BOHATERÓW - ŻOŁNIERZY WYKLĘTYCH? - PRZENIGDY...
  • @alfa.com.hel 22:50:50
    Cenzura ??????
  • @Zbójnicki pies 21:38:32
    // Władysław Bartoszewski, który sam był jedną z osób prześladowanych przez Wolińską w okresie stalinowskim, uznał podobne tłumaczenia za bezzasadne. W wywiadzie udzielonym dla brytyjskiego „Guardiana” Bartoszewski powiedział: „Podpis ppłk Wolińskiej figuruje na moim akcie oskarżenia czerwonym ołówkiem. Zatwierdzając akt oskarżenia wobec mnie dobrze wiedziała, że jestem współzałożycielem Rady Pomocy Żydom. Jestem przykładem, że tłumaczenia pewnych ludzi wokół Wolińskiej i jej samej, że trwa wokół niej jakaś antysemicka akcja, są bzdurą.”//

    Z zasady NIE interesujęsię polityką. Powiedzcie mi proszę, dlaczego środowisko PIS oskie tak pomiata Bartoszewskim,( choć tutaj podałes pozytywny wkład)?

    Ps
    Mega komentarze w warstwie historycznej :))
  • @reflexión 23:10:16
    //Powiedzcie mi proszę, dlaczego środowisko PIS oskie tak pomiata Bartoszewskim,( choć tutaj podałes pozytywny wkład)?//

    Wydaje mi się (to moja opinia) że Bartoszewski rozmienił się na dobre w koncowej "fazie "życia. Jego skrajna nienawiść do PIS-u i to w jaki sposób zaangażował się w brutalną walkę polityczną reprezentując PO, Nie dziwi że na słowa (skandaliczne zresztą), odpowiadano mu w ten sam sposób. Nie wnikam kto pierwszy zaczął tą "walkę" ale Bartoszewski też zapracoawl na takie a nie inne traktowanie. Nie miejsce tu na przytaczanie jego słów czy jego działań.
    A postać to była nietuzinkowa.
  • @alfa.com.hel 22:50:50
    Do tej pory w całym kraju udało się ekshumować szczątki kilkuset osób. Wśród zidentyfikowanych byli m.in. Hieronim Dekutowski, Stanisław Kasznica, Bolesław Kontrym, Stanisław Mieszkowski, Antoni Olechnowicz, Marian Orlik i Zygmunt Szendzielarz.

    W latach 1944–1956 wskutek terroru komunistycznego w Polsce śmierć poniosło około pięćdziesięciu tysięcy osób, straconych na mocy wyroków sądowych, zamordowanych i zmarłych w siedzibach Urzędów Bezpieczeństwa i Informacji Wojskowej, więzieniach i obozach, zabitych w walce lub w trakcie działań pacyfikacyjnych. Znaczną część ofiar stanowili członkowie antykomunistycznego ruchu oporu, kontynuujący walkę zbrojną do początku lat pięćdziesiątych.

    Prace ekshumacyjno-identyfikacyjne prowadzi interdyscyplinarny zespół naukowy, tworzony przez antropologów, archeologów, genetyków, historyków i medyków sądowych pod kierownictwem dr. hab. Krzysztofa Szwagrzyka, naczelnika Samodzielnego Wydziału Poszukiwań IPN. Badania genetyczne koordynuje dr Andrzej Ossowski z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego. Zespół grupuje specjalistów z Instytutu Pamięci Narodowej, Instytutu Ekspertyz Sądowych z Krakowa, Polskiej Bazy Genetycznej Ofiar Totalitaryzmów oraz Zakładów Medycyny Sądowej ze Szczecina i Wrocławia

    Ogólnopolski projekt badawczy „Poszukiwania nieznanych miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego 1944–1956” jest efektem współdziałania wielu instytucji państwowych, przede wszystkim IPN, Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, Ministerstwa Sprawiedliwości oraz Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie i Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Ich współpraca ma na celu ustalenie lokalizacji grobów straconych i zamordowanych w latach stalinizmu, ekshumację i identyfikację odnajdywanych szczątków. Działania te są finansowane z budżetu państwa.
  • "WIECZNE ODPOCZYWANIE RACZ IM DAĆ PANIE....."
    5*. -Żołnierze Niezłomni walczyli o Polskę normalną, z obecnością Pana Boga. -Te sprawy trzeba przypominać, bo komuna ma się dobrze i marzy o odzyskaniu władzy. -Sług szatana, wielbicieli komuny i Stalina, największego obok Lenina zbrodniarza świata, który sponiewierał i zgnoił ruski naród, a przy okazji wiele innych ciągle mamy wielu... -Wszystkiego najlepszego Helenko. -SZCZĘŚĆ BOŻE!
  • @Zbójnicki pies 22:56:43
    //Cenzura ??????//
    Albo cenzura- albo- za długi komentarz- to, co teraz dołączyłam zostało wycięte, chociaż pisałam w całości, w jednym komentarzu.
  • @Zbójnicki pies 00:23:48
    //Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Ich współpraca ma na celu ustalenie lokalizacji grobów straconych i zamordowanych w latach stalinizmu, ekshumację i identyfikację odnajdywanych szczątków. Działania te są finansowane z budżetu państwa.// Dziękuję za dane- chcę zgłosić prawdopodobna zbiorową mogiłę....Nie podaje tu namiaru, ponieważ długi czas milczę na ten temat, a odnalazłam to przypadkiem- zainteresowała mnie rzeźba terenu, a moje oczy przyciągnął widok dużych połaci poziomek....Wówczas to osoba miejscowa powiedziała, tu nigdy nie zrywamy, bo tu jest zbiorowa mogiła.. Tak, zgłoszę!
  • @moher 02:29:28
    Dziękuję serdecznie- pozdrawiam. Błogosławionego dnia Tobie życzę. Helenka
  • @Powiadomienia od Google
    Kazimierz Skrzypczyk i Daniel G.
    skomentował i dają +1: GDY ZAPŁONĄŁ NAGLE ŚWIAT - alfa.com.hel - NEon24.pl

    Wczoraj o 10:23
    Witaj Helenko miłego dnia życzę pozdrawiam
    08:46

    +Kazimierz Skrzypczyk Witam Cię, Kaziu- pozdrawiam, wszystkiego najlepszego. :)))
  • @Powiadomienia od Google
    Zdjęcia Google+
    ‫יצחק סולומון‬‎ udostępnił(a) wpis: swoje zdjęcie
    https://plus.google.com/photos/111750119827024632456/albums/6256448894846197633/6256448894909492178

    https://plus.google.com/photos/111750119827024632456/albums/6256439570189114369/6256439573480031634

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

ULUBIENI AUTORZY