Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
597 postów 6826 komentarzy

www.myśląca.pl

alfa.com.hel - Chcę zamieszczać rozważania biblijne, świadectwa Bożego działania i poezję...Mój status- nauczyciel na emeryturze- humanista, teolog; dobra znajomość zagadnień biblijnych i egzystencjalnego wymiaru Słowa Bożego.

NASZE zdrowie, nasza uroda - odnaleźć i pokochać siebie 2

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Pojęcie uroda jest dość trudne do zdefiniowania. Według „SJP" z roku 2001 uroda to: „całokształt zewnętrznych fizycznych cech człowieka uznawanych za piękne” lub „o różnych rzeczach: to, że są ładne, składają z harmonijnych elementów, budzą zachwyt”

 

ODNALEŹĆ I POKOCHAĆ SIEBIE - CZY JEST TO DLA NAS ZBYT TRUDNE? POSTAWIMY DZISIAJ KILKA KROKÓW NA DRODZE DO CELU- ODNALEŹĆ SIEBIE, POKOCHAĆ SIEBIE...

SPÓJRZMY  NA TĘ PIĘKNĄ TWARZ MŁODEJ DZIEWCZYNY... DLACZEGO TA TWARZ JEST PIĘKNA ? - zauważyłaś/łeś "wymalowaną" na niej HARMONIĘ ? "; łagodność spojrzenia; oczy, chociaż "zastygły" spokojem, nie tracą swojego uroku i blasku, a wieniec na skroni podkreśla umiłowanie natury.....i  piękno kolorów podkreślające piękno duszy....

ALE PO KOLEI....

  Od zarania dziejów ludzie zadawali sobie pytanie co robić, aby na długie lata zachować młody, zdrowy i piękny wygląd. Wraz z rozwojem cywilizacji pojawiały się nowe sposoby i środki, aby ten cel osiągnąć. Na początku wszystkie tajniki pielęgnacji urody, a także sposoby „walki z chorobami” były przekazywane ustnie z pokolenia na pokolenie. Z biegiem lat za sprawą różnych środków społecznego komunikowania dostęp do wiedzy stawał się coraz łatwiejszy. Czasopisma kobiece, telewizja, internet udzielają wielu rad i wskazówek oraz kreują obraz „idealnej” kobiety (również idealnego mężczyzny), który pod wpływem różnych czynników w tym kulturowych, ulega ciągłym zmianom.

Jak więc w tej całej masie informacji odnaleźć się i przy okazji nie zwariować? Recepta jest dość prosta: przede wszystkim to pokochać siebie, odnaleźć wewnętrzny spokój oraz pielęgnować ciało i ducha systematycznie.....

1. Krok pierwszy..- W WIELKIM MARKECIE ŚWIATA.

 Kobieta - ideał...

W kulturze zachodniej u kobiet za atrakcyjne uważa się: Symetryczną twarz i ciało (co ciekawe uzyskana komputerowo idealnie symetryczna twarz nie uchodzi już za atrakcyjną),młodość (dlatego właśnie kobiety tak walczą o szczupłe młodo wyglądające sylwetki,czystą, zdrową skórę,długie nogi i zaokrąglone biodra, świadczące o dojrzałości płciowej,wydatne piersi,pełne usta, kojarzone z namiętnością,duże oczy i mały nos, upodabniające twarz do twarzy dziecka, kojarzone z młodością i niewinnością oraz gęste, zdrowe włosy.Ponadto mężczyźni preferują zazwyczaj kobiety niższe od siebie i o jaśniejszej karnacji.

 Mężczyzna bez skazy...

Natomiast cechy atrakcyjnego fizycznie mężczyzny, to:Symetryczna twarz i ciało (wszelkie asymetryczności mogą być świadectwem przebytych infekcji i chorób, skąd też znacznie większa symetryczność u ludzi młodych niż starych),Wzrost i wyprostowana postawa  (kobiety preferują wyższych mężczyzn),    Mała różnica między talią a biodrami, oraz duża różnica między talią a barkami - świadczy o dużej ilości męskiego hormonu płciowego – testosteronu,  Wydatny podbródek,  Zdrowa, czysta skóra,       Płaski brzuch i jędrne pośladki, wyraziste oczy.....

NIEKTÓRZY IDĄ JESZCZE DALEJ....

X-FACTOR” Michał Szpak reprezentujący coraz popularniejszy styl: uniseksualizm.

STOP!!! STOP!!!- to jest model "wyjęty" z internetowych stron... Z WIEKIEGO MARKETU ŚWIATA, GDZIE WSZYSTKO JEST NA SPRZEDAŻ...

TO  PRZECIEŻ NIE JESTEŚ TY !!! TY JESTEŚ JEDYNA, NIEPOWTARZALNA, BEZCENNA....      i nie na sprzedaż..

2. KIM JESTEM ?

"Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył:
stworzył mężczyznę i niewiastę.(Rz 1)

JESTEŚ WIĘC CZŁOWIEKIEM, KTÓREGO  STWORZYŁ  BÓG NA  SWÓJ OBRAZ  I SWOJE PODOBIEŃSTWO..

Nie wiesz, jak wygląda Bóg?- i  co oznacza to podobieństwo..?

SPÓJRZ - WOKÓŁ CIEBIE  ISTNIEJE ŚWIAT STWORZONY PRZEZ BOGA; świat pełen harmonii i piękna, niekiedy targany siłami natury; "ubity" gradem, "obmyty" deszczem, "pocięty" zygzakami błyskawic- ALE NAJCZĘŚCIEJ OGRZANY SŁOŃCEM, OSUSZONY  WIATREM... JESTEŚ CZĄSTKĄ TEGO ŚWIATA, jesteś na stałe złączona z NATURĄ ....

Spójrz- bez względu na pory rtoku, na aurę, na okolicznosci, wszystko pozostaje niezmienne według Słowa;

"Ziemia wydała rośliny zielone: trawę dającą nasienie według swego gatunku i drzewa rodzące owoce, w których było nasienie według ich gatunków. A Bóg widział, że były dobre.....

....stworzył Bóg wielkie potwory morskie i wszelkiego rodzaju pływające istoty żywe, którymi zaroiły się wody, oraz wszelkie ptactwo skrzydlate różnego rodzaju. Bóg widząc, że były dobre,  pobłogosławił je ...."(Rdz 1, 12-22)

TY RÓWNIEŻ, bez względu na okoliczności, na życiowe burze- wciąż                      JESTEŚ  CZŁOWIEKIEM- MĘŻCZYZNĄ/ KOBIETĄ...

3. ODNALEŹĆ SAMĄ SIEBIE...

Na pewnym etapie życia zauważyłaś/ łeś, ze jesteś zabiegana/ny, zmęczona/ny; Twoje oczy straciły blask, a " lustereczko" pytane:

"POWIEDZ PRZECIE, KTO JEST NAJPIĘKNIEJSZY W ŚWIECIE" - milczy, jak by Cię nie rozpoznawało...NIE !, nie odkładaj lustra !- co dnia wpatruj się w swoją twarz i NIE ŻAŁUJ SOBIE UŚMIECHU- niech świat pędzi "do przodu", TY ZATRZYMAJ SIĘ, żeby odnależć samą siebie....

PRZECZYTAJ GŁOŚNO SŁOWO:

"Ty utkałeś mnie w łonie mej matki. Dziękuję Ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie,
godne podziwu są Twoje dzieła. I dobrze znasz moją duszę, nie tajna Ci moja istota,                    kiedy w ukryciu powstawałem, utkany w głębi ziemi.  Oczy Twoje widziały me czyny i          wszystkie są spisane w Twej księdze;
dni określone zostały, chociaż żaden z nich [jeszcze] nie nastał." (Ps 139, 13b- 16)

SŁYSZYSZ ?: Jesteś cudwownie stworzona, jesteś dziełem Samego Boga- jesteś więc godna/ny podziwu...Jeśli jestem pierwszą osobą, która Ci o tym mówi, to znaczy, że coś "pogubiłaś"/łeś w tym "markecie świata"- więc wróćmy spowrotem, drogą, którą przebyłaś/łeś, aby odnaleźć siebie... Bowiem największa prawda o Tobie jest "zamknięta " w twoim życiu płodowym, gdy byłaś "tkana"/ny w łonie Twojej Matki, największa prawda o tobie jest również "zamknięta" w dzieciństwie, w którym kształtowało się Twoje późniejsze życie....

BÓG stwarzając Ciebie włożył w Twoją naturę cechy dziecka, cechy Osoby dorosłej i cechy Rodzica(dobrego i złego)...(psychologia: analiza transakcyjna)...

  Eric Berne amerykański psycholog stwierdził, że u każdego człowieka występują trzy stany ego (zwane też stanami Ja): Dorosły, Rodzic i Dziecko. Są to pewne schematy zachowań, zawierające stany emocjonalne, przekonania, sposób działania i komunikowania się. Każda postać ma swój specyficzny język i wyraża się poprzez specyficzną mowę ciała – dzięki czemu można je dość łatwo rozpoznać. Stany ego są efektem tego, czego doświadczyliśmy w interakcjach, szczególnie w czasie dzieciństwa. Każdy z nas posiada wszystkie trzy stany i może się między nimi przełączać, niestety często dzieje się to zupełnie poza naszą świadomością. Z obserwacji psychologa wynika również, że niektórzy mają dominującą tendencję do wchodzenia w relacje z poziomu którejś z postaci. Dzieje się też często tak, że niektóre zachowania innych osób, „wciągają” nas w serię reakcji i dość ciężko jest z tego stanu wyjść. Na przykład postać Zbuntowanego Dziecka może natychmiast wywoływać „do odpowiedzi” Rodzica – co nie często nie służy sensownej komunikacji między dorosłymi ludźmi. Przyjrzyjmy się więc trzem postaciom mieszkającym w naszych głowach.

Wyobraźcie sobie następującą rozmowę między matką a 8-letnim synkiem.

Mama: Synku, nie chodź z gołą głową, załóż czapkę.
Syn: Nie-e, nie chcę czapki.
Mama: Nie dyskutuj, tylko natychmiast zakładaj czapkę!

Brzmi znajomo? Jestem przekonana, że zarówno słowa jak i stan kryjący się po obu stronach tej krótkiej wymiany zdań jest nam wszystkim bardzo dobrze znany. I to nie tylko z czasów dzieciństwa.

Rodzic

Uczymy się w jaki sposób zachowuje się Rodzic, oczywiście obserwując naszych własnych rodziców. Zauważmy, że ten stan ego tworzy się do około 5 roku życia. Dla Rodzica ważne jest to, co wolno i czego nie wolno. Wyraża normy i zasady, czasem takie, które przyswoiliśmy sobie, a dziś są nie do końca aktualne czy racjonalne. I znów, jak to z rodzicami bywa, mamy dwie wersje.

Rodzic Opiekuńczy – troszczy się o innych, wspiera, doradza w przyjazny sposób i motywuje. Mówi: na pewno ci się uda, radzę ci to zrobić, spróbuj zrobić to inaczej.

Rodzic Krytycznycharakteryzuje się karaniem, wpędzaniem w poczucie winy oraz destruktywną formą krytyki. Używa uogólnień (zawsze, wszyscy, nigdy) i zwrotów typu: ile razy mam ci mówić, trzeba było zrobić to inaczej, to niedopuszczalne, tak nie można.

 Dorosły

Dorosły jest najbardziej rzeczowym stanem. Ważne są dla niego fakty, pytania, odpowiedzi, koncentruje się na zadaniu i nie kierują nim emocje. Opiera się na obserwacji i weryfikacji, a nie normach (Rodzic) czy emocjach (Dziecko). Według Berne, stan ten tworzy się u dziecka gdy zaczyna ono sprawdzać dane, które ma zakodowane w Rodzicu i które posiada Dziecko. To stan, który ułatwia załatwianie spraw i wychodzenie z konfliktów z dorosłymi osobami opartych na emocjach i władzy. Do problemów podchodzi konstruktywnie i opiera się na logicznym rozumowaniu, jest nastawiony na chwilę obecną i obiektywną ocenę rzeczywistości, korzystając ze wszystkich dostępnych zasobów. Dorosły korzysta ze zwrotów w rodzaju: Czy dobrze rozumiem, że…, wydaje mi się, że…, co? kto? w jaki sposób? Jak to rozwiązać?.

Dziecko

Ten stan ego to zestaw zachowań, który niesiemy jak zapisaną taśmę z czasów naszego dzieciństwa. Dziecko jest przede wszystkim nośnikiem naszych emocji. Negatywny aspekt Dziecka (Zbuntowane i Uległe) nie potrafi godzić się z obiektywnymi ograniczeniami, wykazuje brak zdecydowania i negatywny stosunek do innych ludzi.

Dziecko Zbuntowane – nie chce, nie lubi, nie będzie tego robić, a już na pewno nie będzie słuchać innych. To jest ta część nas, która lubi się obrażać, dąsać i mieć humory. Tupie nogą, odwraca się i robi upartą minę.

Dziecko Uległe – gdy słyszy krytykę, patrzy w podłogę i nic nie mówi, odczuwając wstyd lub gniew. Skarcone, posłusznie wykonuje polecenie.

Dziecko Spontaniczne– chce się bawić, jest autentyczne, radosne, twórcze i ciekawe świata. Nie boi się pytać, potrafi w swobodny sposób wyrażać swoje uczucia (tak pozytywne jak i negatywne) i pragnienia.

FRAGMENT Z MOJEJ KSIĄŻKI : "W LABIRYNCIE WSPOMNIEŃ "

WSTĘP.

„Panta rhei” – wszystko płynie (grecki filozof – Heraklit z Efezu)
Wszystko płynie....Wszystko się zmienia.....
Tylko Chrystus wciąż taki sam – wczoraj i dziś i na wieki....W Nim wszystko odnajduje swój sens – początek i koniec...Właściwie nic się nie kończy – przemijanie jednej chwili daje początek drugiej....koniec dnia zmierza do początku dnia następnego...
Jak Złoty Łańcuch, łączy się ogniwo z ogniwem i znów następne, następne, misternie tworząc całość.
To, co było, przeplata się z tym, co jest - jedno z drugiego wypływa, przenika się nawzajem tworząc to, co N O W E....(Autorka)....

Wczesne popołudnie.
Ciemne, nabrzmiałe chmury przetaczały się po niebie gnane podmuchami jesiennego wiatru.
Chwilami gęsty, drobny deszcz zacinał po oknach miejskiego autobusu, tworząc małe strużki spływające po szybie.
Kobieta siedziała nieruchomo z oczyma utkwionymi gdzieś w dali, tylko niekiedy zerkając na ulice skąpane deszczem. Twarz miała dziwną, jakby zamarłą, nieobecną i tylko wytrawny obserwator mógłby się dopatrzyć w niej jakiegoś dziwnego bólu pod maską obojętności i nieistnienia.
Na widok napisu: „Wrocław miastem spotkań” drgnęła, a przez jej twarz przebiegł jakby skurcz.
Przystanek.
Wysiadła, stanęła niezdecydowana na mokrym chodniku, w strugach deszczu i już sama nie wiedziała, czy po jej policzkach spływał deszcz, czy łzy?
Odczuwała ogromne przygnębienie, pustkę wewnątrz i beznadzieję na zewnątrz.
Nieraz już „walił „ się na jej głowę cały świat, a życie wokół stawało się przysłowiowym piekłem, ale przecież zawsze miała wiarę, że to minie, że gdzieś tam czeka na nią inne, lepsze życie.
Jeszcze nie docierało do niej, że jest sama, że nie ma już obok niej sprawcy jej kłopotów, nieprzespanych nocy, i tego paraliżującego strachu....
Wszystko minęło, a ona nadal oczyma duszy widziała pokój  - jej pokój....
Powinna się cieszyć i oddychać każdą chwilą upragnionej wolności, a czuła tylko jakiś dziwny bezwład....
Pustka, stan wewnętrznego niebytu.
Przystanek, strugi deszczu, a przed nią plątanina ulic, przecznic, chodników.
Zupełnie tak jak w jej życiu, ale już wie, że musi wyrwać się z tego jakby zamkniętego kręgu, musi odnaleźć siebie, bo przecież życie toczy się dalej.

Rozdział I

  Brzeg rozlewiska stwarzał wrażenie dzikiej głuszy - miejscami zarośla i chaszcze broniły
dostępu do brzegu, to znów łagodne zejście umożliwiało rozłożenie leżaka tuż nad wodą. Kobieta rozglądała się wokół jakby chciała zapamiętać ten widok na zawsze.
Wzdłuż przeciwległego brzegu zamarły w bezruchu suche, rażone piorunami drzewa. Wyglądały dziwnie na tle innych zielonych zarośli i szuwarów.
- Jak tu pięknie - myślała - spokój, błogi spokój...
Cisza była tylko pozorna. Rozlewisko tętniło życiem. Szum wiatru wśród trzcin, plusk wody wywoływany skrzydłami nurkujących kaczek, a czasem nieco cichszy plusk żab, głos rybitwy i śpiew ptaków w pobliskich zaroślach. Wzdłuż brzegu ciągnął się pas drzew oblepionych mirabelkami. Zaczęła je zrywać i pełnymi garściami wrzucać do torby.
Ot, taki nawyk z dzieciństwa, a przy tym wspomnienie kuchni z rodzinnego domu, wspomnienie sadu i pobliskiego lasu.
Wówczas też zrywała owoce, a później smażyła smaczne konfitury. Oczyma wyobraźni wróciła w tamten szczęśliwy świat. Znów widziała kochane oczy taty - zmęczone, ale zawsze radosne, przyjazne, pełne miłości i akceptacji.
Słońce rozjaśniło wodę przy brzegu. Podeszła bliżej i w zachwycie patrzyła na ławice małych rybek, przepływających tuż pod jej stopami. Niezwykły widok -rybki zamknięte w tym wodnym zbiorniku, a mimo to takie wolne, swobodne, jakby rozpieszczone wodą i słońcem. Trzymały się brzegu to znów usuwały się w szuwary, by po chwili wrócić.
Cisza, spokój....
W tej ciszy czuła się wolna, szczęśliwa; jej myśli pluskały się w wodzie, to znów goniły z wiatrem; o niczym nie myśleć, żyć tylko tą chwilą - tu i teraz....Złączyć całe swe jestestwo z tą harmonią w naturze i słuchać ciszy -tego teraz pragnęła najbardziej.
Odruchowo zaczęła skubać bułkę i rzucać do wody. Zaroiło się od rybek, wkrótce dołączyły kaczki; z początku płochliwe, później zachęcone smacznymi kąskami podpływały bliżej, nurkowały pod wodę, chwytały jadło próbując przechytrzyć jedna drugą.
W pewnej chwili podpłynęła czapla i nurkując pochwyciła największy kawałek ciasta, co bardzo nie spodobało się kaczkom. Skończyło się krótką szamotaniną- ostatecznie zwyciężyła czapla, ale widok był niecodzienny.
- Wrócę tu jutro - pomyślała.
Ale dzień następny zaczął pisać inny scenariusz. Już wieczorem rozszalała się burza; całą noc słychać było grzmoty i huk piorunów, a ranek był mglisty, deszczowy.
Wykorzystała czas na robienie przetworów. Wracała myślami nad wodę do tej harmonii piękna, do ptactwa i do ławicy małych rybek.
- Harmonia, najważniejsza harmonia - myślała - trwać w wewnętrznej ciszy, wejść w jej głębię, w sam środek, jak w oko cyklonu, gdzie już nie szaleje wichura.
W milczeniu zakręcała napełnione słoje. Czuła wyraźnie, że znów ją osacza fala wspomnień i usiłuje wciągnąć w jakiś niespokojny wir.
Przypomniała sobie widok bagnistego terenu, ciągnący się skrajem łąki, obok rozlewiska. Na obrzeżu tego bagna rosły piękne pałki wodne, które tak lubiła, a jednak obawiała się sięgnąć po nie, aby nie wejść na ten bagnisty grunt. Wspomniała teraz ten widok w zupełnie innym wymiarze.
Bagno - myślała - potrafi wciągnąć człowieka, wessać go w swoje wnętrze, i nie wypuścić. To zupełnie jak z tymi wspomnieniami. Osaczają zewsząd, oblepiają każdy milimetr ciała i wysysając duszę wciągają w głąb.

 - Nie, nie pozwolę rozbudzić uśpionych demonów, nie dam się wciągnąć w tą brudną maź - powiedziała głośno sama do siebie......

Poniedziałkowy poranek, szpital.
Korytarz na parterze oddziału onkologii przepełniony pacjentami czekającymi w kolejce na wizytę lekarską; spokojne, choć smutne twarze, spojrzenia jakby szukające oparcia i odrobiny nadziei w drugiej osobie.
Kobieta szybkim spojrzeniem ogarniała ludzkie twarze i wypisane na nich cierpienie.
W krótkiej chwili przemknęła myślą do tamtych dni, kiedy to ona czekała w poczekalni na lekarza, kiedy chwytała się najmniejszego jasnego promyka, kiedy wiedziała to jedno - musi żyć, musi wychować dziecko.
To, przy jej stanie zdrowia było trudne, ale macierzyństwo dodawało sił.
Teraz patrząc na twarze chorych rozumiała ich cierpienie i lęk. Dopatrywała się pewnego rodzaju analogii, bo przecież przebyta nerwica serca była dla niej swego rodzaju rakiem, który roztaczał swe macki, dusił i dławił, zniewalał, wciągał w bezczynność i nie pozwalał zapomnieć.
Labirynt, z którego wydawało się, że nie ma wyjścia.
Szamotanina uczuć, nierówna walka z własnymi myślami, z rozpaczą i bólem....

Trudno uwierzyć ile bólu może pomieścić jedno słabe, ludzkie wnętrze. Ile cierpienia mogą wypłakać ludzkie oczy.
Wciąż pamiętała dzień, w którym  rozpoczęła długą, żmudną drogę ku wolności, krok po kroku wychodząc z tego labiryntu uwikłań, poplątanych dróg i wspomnień....

 Była słaba, a mimo to przez te wszystkie lata wnosiła nadzieję w życie innych, ciężko chorych ludzi. Pochylona nad ludzkim cierpieniem czuła się silna, gotowa, żeby przetrwać kolejny dzień, kolejny miesiąc; przejść jeszcze jedną poprzeczkę labiryntu, jeszcze jedną plątaninę ścieżek. Więc i tym razem odwiedziła chorych, spędziła z nimi całe popołudnie, a później wróciła do domu, do swojej samotni......

Uśmiech...Ot takie sobie ćwiczenie- uśmiechała się sama do siebie i przywoływała w pamięci chwile dobre, radosne. Wraz z uśmiechem wracała cisza....

Wreszcie poczuła się szczęśliwa i upajała się wewnętrzną wolnością....

Kilka następnych dni spędziła wśród słabych i chorych. Potrzebowała tych chwil, aby wyzwalać się z własnych słabości.  Walcząc o innych, tak naprawdę walczyła o siebie. Obserwując innych odkrywała, że lęk, który towarzyszył jej przez ponad trzydzieści lat, był tylko objawem nerwicy serca, lękiem, że to wszystko może się nagle zamknąć, skończyć i nie zdąży wychować dziecka. Wśród chorych zrozumiała, że to tylko strach zagnieździł się w jej psychice i atakował serce, że ten strach nie ma nic wspólnego ze śmiercią, trzeba tylko  zwyciężyć.
Zwyciężyć? Ale nad czym? Nad kim? 
Zwyciężyć nad wspomnieniami złych i bolesnych rzeczy, wspomnieniem zerwania więzi rodzinnych, podeptanych uczuć, nad samotnością we dwoje, która jeszcze niedawno okrążała ją, opasywała i coraz silniej dławiła. Zwyciężyć nad uczuciem chorobliwego osamotnienia i iść krok po kroku ku wolności ducha, do oznaczenia własnej wartości, do pewności siebie, do zdrowia, do życia, do zwycięstwa nad sobą i własnymi emocjami, które nie mogą wyznaczać granic i norm.
W marzeniach wciąż wracała do ciepłego, rodzinnego domu, do swoich młodzieńczych tęsknot. Czy nie było za późno na te tęsknoty? - Nie umiała odpowiedzieć na to pytanie....

Pod wpływem tych myśli spojrzała w niebo - ciężkie, deszczowe chmury zasłoniły błękit, ale przecież słońce wciąż było tam, ponad chmurami.
Na twarzy miała uśmiech, czuła to w swoich wargach, w kącikach ust....
Niebo płacze deszczem, a w niej taki błogi spokój, taka harmonia ciała i duszy.
Czuła się tak, jakby wracała z dalekiej podróży i była już blisko celu. Życie wkrótce odsłoni ten cel, tylko wytrwać, nie pomylić dróg.
Za oknem wciąż szalała burza, w TV obrazy zalanych i zrujnowanych domów.
Burze atmosferyczne i burze w ludzkich losach -  pomyślała -  wciąż trzeba uczyć się żyć codziennością, wciąż od nowa odnajdywać swoje człowieczeństwo, budować na skale.
 „Jedno jest niebo dla wszystkich
I jedno jest słońce nad nami
A my jak dzieci pragniemy
Wielkiej miłości bez granic...” - śpiewał Don Wasyl.

Tak, trzeba cieszyć się życiem, chwytać drobne chwile szczęścia, przyjmować czyjeś uśmiechy i odpowiadać na nie......

Samotność może być swego rodzaju egzaminem z człowieczeństwa, trzeba tylko uporządkować ją w sobie, zaakceptować i polubić, a później wyjść naprzeciw ku innym osamotnionym osobom.
Spoglądała wstecz, na drogę, którą przebyła z coraz większym spokojem i coraz częściej z uśmiechem.
- Jeszcze trochę, jeszcze parę przecznic tego labiryntu i dojdę do celu -  myślała.
Nazajutrz odwiedziła córkę, spędziły razem miłe popołudnie na wsi, na placu budowy.
„Mały biały domek....”wyśpiewany niegdyś przez M. Foga żył i rósł przez te wszystkie lata w marzeniach małej dziewczynki, później dorosłej dziewczyny, a teraz przybierał realne
 kształty, zamknięte murami z zarysem drzwi i okien. Od południowej strony placu ciągnęła się skała połączona ze skarpą, u jej podnóża stała gromadka tutejszych mieszkańców, zapaleńców, którzy postanowili zmieniać na lepsze świat wokół siebie.
Kobieta czuła ich bliskość, powoli wrastała w tą małą społeczność.
Patrząc na białe mury, na dach pokrywany dachówką, mimo woli wspomniała dzień, w którym zawalił się jej cały świat, w którym zabrakło domu dla niej, w którym już nic nie istniało, było tylko roziskrzone niebo, ciemność nocy i przerażająca pustka wewnątrz, jakby wszystko nagle umarło. Szła przed siebie w tą mroźną grudniową noc( 7 XII 1976 r.) nie wiedząc gdzie i dokąd idzie.
 Całe dotychczasowe życie zamknięte w walizce, którą kurczowo trzymała w ręku, a w drugiej ręce tuliła małą dłoń dziecka. Z tej nocy pamięta tylko mróz, gwiazdy, tą przerażającą pustkę, i nicość, a ciepła rączka dziecka mówiła jej swoim dotykiem, że musi żyć, że musi sobie poradzić.....

Znów wróciła myślami na plac budowy. Obok niej stała dorosła kobieta, tylko z twarzy               przypominająca tamtą dziewczynkę, dla której chciała i musiała żyć pokonując własną niemoc i słabość. Dorosła kobieta - a jeszcze niedawno mała dziewczynka, którą marzenia doprowadziły tu, na ten plac, do tych ludzi, do tego domku.
- Ja też mam swoje marzenia- pomyślała. 
Były to jeszcze ciche nieśmiałe pragnienia, ukryte w głębi duszy, ale przecież budziły ją z letargu i coraz wyraźniej domagały się spełnienia. Nie marzyła o niczym wielkim, wydumanym. Chciała tylko zakosztować normalnego życia, w którym dom jest czymś więcej niż czterema ścianami z pustym, beznadziejnym wnętrzem; dom, w którym życie toczy się spokojnie, radośnie, w którym jest miejsce na miłość, tęsknotę i marzenia.
 Czuła w sobie to wszystko, co niegdyś śpiewało w jej wnętrzu i chociaż było to przez lata tłumione i deptane, teraz ożywało w jej wnętrzu i dotykało wszystkich zmysłów ciała i duszy. Ożywała w niej mała dziewczynka; radosna, roześmiana, biegająca wśród łąk i lasów.
Taka spokojna, taka ufna......I młoda dziewczyna wkraczająca w życie, pełna oczekiwań i nadziei na szczęście, i ona, dorosła kobieta doświadczona przez życie.
Trzy cząstki jej duszy, trzy wątki życia.
Czuła, że gdzieś w tych wątkach odnajdzie znów siebie, tylko musi te wątki złączyć w jeden nurt i pogodzić w sobie tą małą dziewczynkę i tą dziewczynę szukającą swego miejsca na ziemi i siebie dorosłą.
A tymczasem była tu, obok małego domku, obok swoich bliskich.... 

DO KRÓTKIEGO FRAGMENTU MOJEJ KSIĄŻKI DOPOWIEM :

W mej pieśni niech każdy usłyszy

Tęsknotę i moje wołanie

Jestem radosna, zasłuchana w ciszy

Znów jestem sobą!- Ale z Tobą Panie !(zwrotka z mojego wiersza)

ODNALAZŁAM SIEBIE !!! -POKOCHAŁAM SIEBIE !!! - to była jedyna droga do szczęścia, do zdrowia, RÓWNIEŻ DO URODY, BOWIEM  HARMONIA WEWNĘTRZNA EMANUJE NIEPOWTARZALNYM, NATURALNYM PIĘKNEM NA NASZĄ TWARZ....

DZISIAJ ZYCZĘ TEGO SAMEGO TOBIE...

     Serdecznie pozdrawiam. Helena.

KOMENTARZE

  • @AUTOR
    https://plus.google.com/u/0/photos/105750640524073802103/albums/6226740376080942337/6226740375549265554
  • Pokochać siebie
    Pięknie opisałaś te różne rozterki naszego życia, gratuluję.
    Trzeba zrobić tak niewiele, i tak wiele zarazem. I łatwe i trudne jest to zadanie. Bardzo słuszne, wręcz oczywiste, a jednak z trudem przebija się do naszej świadomości. Powiedział bym że, tylko dążenie do ideału, pozwala zrobić krok w stronę rozwoju.
    Ze słonecznymi pozdrowieniami, deszczowego dnia.
  • @wiatr 12:54:44
    //Powiedział bym że, tylko dążenie do ideału, pozwala zrobić krok w stronę rozwoju.??

    Dążenie do ideału czasem jest z naszej strony podświadome; "motorem napędowym" jest najczęściej pragnienie dobra, tęsknota za czymś, o czym się marzyło, co było naszym celem i pękło, jak bańka mydlana - przeminęło z wiatrem nie pozostawiając po sobie nawet cienia uśmiechu...

    Dążenie do ideału, to najczęściej dążenie do odzyskania godności własnej, odzyskanie tego, co zostało nam "skradzione", mówiąc prościej- z czego zostaliśmy obdarci....
    Pozwolę sobie dołączyć mały fragment z książki, która czeka na wydanie:

    "......Z drugiego pokoju, a także od strony, gdzie spał tato, doleciało do jej uszu lekkie pochrapywanie, a później odgłosy ściszonej rozmowy; zaczęła się wsłuchiwać i już po chwili rozróżniała dwa głosy: mama Janka i pan Zyngier; padło jej imię.... rozmawiają o niej....
    Wiedziona ciekawością przystanęła obok drzwi... i zamarła słysząc słowa....( tu rozmowa)
    ......
    Stała, jakby nie miała siły oderwać się od podłogi, jakby ją wmurowali; jeszcze parę chwil wcześniej była jak świeży pąk, co wśród zachwaszczonych pól piął się ku górze; czułość i delikatność Janka, jak promienie słońca ogrzewała ją- delikatną, wrażliwą roślinkę, aż stała się kwiatem rozwiniętym z pąka. A teraz musnął ją mroźny wiatr; skuliła zwarzone płatki...
    Obok niej, dwoje ludzi....Obrywają płatek za płatkiem...Chce krzyczeć, że to boli...Zamarła w milczeniu....
    Ostatni płatek spadł na ziemię, została tylko naga, obolała łodyga...
    Zerwali z niej suknię utkaną z nieśmiałych marzeń, a wraz z ostatnim płatkiem, spadły na ziemię dziewczęce złudzenia; stanęła w drzwiach pokoju:
    - Jeszcze nie śpicie? -chętnie przyłączę się do was. Ale nie przeszkadzajcie sobie; chwilę posiedzę przy piecu i pójdę sobie- głos Julki był cichy, zdławiony, nabrzmiały bólem.
    W pokoju zapadło milczenie...Domyślili się, że dziewczyna słyszała całą rozmowę.
    - Przeszkodziłam wam? - przepraszam- Julka nie dawała za wygraną; z młodej, nieśmiałej dziewczyny, zrobiła się nagle osobą dojrzałą, a w tonie jej mowy odezwała się zraniona duma...."

    Tym razem wspomnienia nie dotyczą mojej osoby, ale są również prawdziwe....
    CZASEM DĄŻYMY DO IDEAŁU, POKONUJĄC WŁASNY BÓL...
    Warto....

    Pozdrawiam serdecznie...U nas tez pada- dziękuje za promyki- dotarły -:))) Helena

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

ULUBIENI AUTORZY